Czemu należy zachować czystość przedmałżeńską?

Czemu należy zachować czystość przedmałżeńską? - jest to dla wielu młodych ludzi bardzo trudne pytanie, często powodujący głębszą refleksję oraz analizę swojego postępowania. Pojawiają się przy tej okazji różne trapiące młodego człowieka pytania, na które szuka odpowiedzi, np.: czy warto?, a po co?

Na samym początku sądzę, że warto wyjaśnić kluczowe zagadnienie tego artykułu, mianowicie co to jest czystość i czy każdy z nas jest do niej powołany? Otóż w myśl prawa kościelnego czystość oznacza integrację płciowości w osobie, a w konsekwencji wewnętrzną jedność człowieka w jego bycie cielesnym i duchowym. Płciowość, w której wyraża się przynależność człowieka do świata cielesnego i biologicznego, staje się osobowa i prawdziwie ludzka, gdy zostaje włączona w relację dwóch osób, we wzajemny dar mężczyzny i kobiety, który jest całkowity i nieograniczony w czasie. Kobieta i mężczyzna kochający się nawzajem powołani są do życia w czystości przez zachowanie wstrzemięźliwości. W ten sposób odkrywają wzajemny szacunek, uczą się wierności i nadziei na otrzymanie siebie od Boga. Przejawy czułości właściwe miłości małżeńskiej powinni zachować na czas małżeństwa, powinni pomagać sobie we wzrastaniu w czystości.

Tak właśnie interpretuje zachowanie czystości przedmałżeńskiej Katechizm Kościoła Katolickiego i w pełni się z tą interpretacją zgadzam. Pojawia się pewnie pytanie dlaczego, zaraz się postaram odpowiedzieć na to pytanie.

Podejmując decyzje o wyrażeniu swojej miłości w akcie cielesnym warto przez chwilę się zastanowić, o zmianach w naszym życiu jakie mogą zaistnieć. Czy jesteśmy na nie gotowi? Mam na myśli nasze dziecko, które w tym czasie może zostać poczęte. Czy jesteśmy tak naprawdę gotowi na jego przyjęcie ? (ktoś czytając ten artykuł, może powiedzieć: przecież są środki antykoncepcyjne, no dobrze ale żaden producent nie daje 100% gwarancji). Zarówno pod względem ekonomicznym (własne mieszkanie, praca) jak i duchowym. Warto się upewnić, czy nasz związek jest rzeczywiście oparty na głębokim uczuciu i na umiejętności wzajemnego dialogu, który świadczy o naszej dojrzałości. Z całym przekonaniem mogę powiedzieć, że chłopak i dziewczyna, którzy nie zawarli związku małżeńskiego nie są jeszcze gotowi na przyjęcie swojego dziecka. Ślub jest właśnie potwierdzeniem ich gotowości na przyjęcie potomka.

Jakże często słyszymy w mass mediach o kolejnym porzuconym "małym człowieku" na ulicy czy w sypie przez młodą matkę samotnie wychowującą swoje dziecko. Chociaż nie jedna para nie jest jeszcze gotowa na przyjęcie dziecka i po ślubie, ale przysięga małżeńska zobowiązuje ich do stworzenia swojemu dziecku godnych warunków rozwoju.

Ci którzy podejmują współżycie przed zawarciem ślubu krzywdzą nie tylko swoje dziecko, ale również i siebie. Tak to jest prawda, dlaczego? Otóż współżycie pomiędzy mężczyzną a kobietą jest czymś niezwykle pięknym i dlatego jest wielką krzywdą dla człowieka, gdy przeżycie tego aktu zostanie czymś skażone. Tak właśnie często dzieje się poprzez podejmowanie decyzji o współżyciu przed ślubem. Bardzo często towarzyszą wtedy takim stosunkom nerwy i wielkie napięcie. Młodzi ludzie podejmują je zazwyczaj nie posiadając własnego mieszkania. Dlatego najczęściej korzystają z okazji kiedy zostają sami w domu, czy też wyjeżdżają razem na wakacje. Ale jakże często bywa tak, że współżyjąc oboje nerwowo nadsłuchują, czy aby przypadkiem ktoś z domowników czy znajomych niespodziewanie nie wejdzie i ich nie nakryje. A jak wielkim wstrząsem dla młodych ludzi jest właśnie taka sytuacja. Rodzice, nauczyciel czy tez znajomi z którymi się wyjechało nagle i niespodziewanie wrócą wcześniej do domu czy do namiotu. Wstrząs może być wtedy naprawdę dużo i wywołać przykre konsekwencje.

Innym powodem lęku dla młodych ludzi współżyjących przed ślubem bywa zazwyczaj świadomość, że ten akt miłosny może doprowadzić do poczęcia dziecka (o czym już wcześniej pisałem). Z jednej strony młodzi ludzie przeżywają radość z fizycznego zjednoczenia, a z drugiej ich umysły przeszywają paraliżujące myśli "czy nie będzie z tego ciąży?". Jest to oczywiście pytanie, które o wiele mocniej stawia sobie jednak dziewczyna. Płeć piękna, która przeważnie przeżywa duchowo głębiej ten akt miłosny narażona jest często na jeszcze jeden niepokój: "czy on mnie po tym wszystkim nie zostawi?". Bardzo często zgoda dziewczyny na współżycie podyktowana jest chęcią jeszcze mocniejszego przywiązania chłopaka do siebie, natomiast często też bywa iż chłopak pragnie tylko doznania rozkoszy cielesnej, a zupełnie nie obchodzi go budowanie ze swoją dziewczyną głębszej relacji. I niekiedy właśnie tego dziewczyna obawia się najbardziej.

Oprócz wielu wymiarów miłości mężczyzny i kobiety istnieje także i ten: powolne i cierpliwe odkrywanie tajemnicy drugiego człowieka. Nie wydzieranie jej siłą, ale pozwalanie aby druga strona sama obdarowywała sobą, swoim wnętrzem, a także ciałem. W relacji narzeczeńskiej, a potem małżeńskiej powinno się to odbywać w zasadzie równolegle. Odkrywanie przed sobą własnego ciała tyle ile odkrywa się swojej duszy. Imponujące wymiary, które przyciągają wzrok mężczyzny to za mało, aby o kobiecie mówić że jest atrakcyjna - to jest moja opinia. Same centymetry mówią niewiele o istocie kobiecości, choć wielu moich znajomych w tym miejscu by się ze mną nie zgodziła. Nawet najlepsza, wysportowana figura może mocno spowszednieć, a nawet się znudzić. Aby kobieta była naprawdę kobietą, musi posiadać ową aurę tajemniczości, na których odkrycie do końca nie starcza nawet wielu lat małżeństwa.

Wielu młodych ludzi uzasadnia podjęcia współżycia argumentem miłości. Zadają więc często pytanie skoro się kochamy jaka jest różnica czy rozpoczniemy współżycie teraz czy po "podpisaniu paru papierków i włożeniu obrączek", miłość jest przecież najważniejsza? Tutaj należy się zastanowić co to jest prawdziwa miłość i jak ją się naprawdę rozumie? Na temat miłości mógłbym pisać naprawdę bardzo dużo ale zacytuje fragment listu apostolskiego Jana Pawła II "Familaris consortio" który moim zdaniem ujmuje syntezę tego czym jest miłość: "Bóg jest miłością i w samym sobie przeżywa tajemnicę osobowej wspólnoty miłości. Stwarzając człowieka na swój obraz... Bóg wpisuje w człowieczeństwo mężczyzny i kobiety powołanie, a więc zdolność do miłości i wspólnoty oraz odpowiedzialność za nie".

Jednym z istotnych wymiarów miłości w ujęciu chrześcijańskim jest oddanie sobie nawzajem wszystkiego, lecz nie tylko w sensie czysto ekonomicznym, ale w sferze duchowej. Oddanie się sobie wzajemnie w sposób ostateczny i całkowity, już nie dwoje ale razem jedno, aż do ostatnich swoich dni. Powierzenie swojej przyszłości drugiej osobie, swoje wszystkie przyszłe dni w doli i niedoli. Tylko poprzez sakrament małżeństwa, wypowiedzenie słów przed Bogiem i Kościołem "ślubuje ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską, i że cię nie opuszczę aż do śmierci...". Tylko tak można rzeczywiście oddać sobie wszystko, już w całym tego słowa znaczeniu.

Tak więc dopóki przy ołtarzu nie padnie sakramentalne "tak", nie można mówić o oddaniu sobie wszystkiego, a zatem o pełnej miłości do której jesteśmy powołani przez naszego Ojca. O szalonych uczuciach i wielkim przywiązaniu życzliwości nie można mówić iż jest to miłość. Nikt kto nie oddał drugiemu wszystkiego, a więc i swojej przyszłości i nie przyjął tego od drugiej osoby nie może mówić, że kocha do końca. Może wiele osób czytając ten artykuł zastanawia się co to znaczy przyjąć od drugiej osoby jej przyszłość? W myśl chrześcijańskiej wizji miłości małżeńskiej jest to oddanie bezwarunkowe. Przyjmuję twoją przyszłość bez względu na to, co się wydarzy. Będę z tobą jeśli będziesz nerwowy, jeśli będziesz kaleką, jeśli nawet zakochasz się w kim innym, bo i to każdemu może się zdarzyć. Nawet wtedy cię nie opuszczę, choć sprawisz mi wielką przykrość. Na dobre i na złe, w dobru i nieszczęściu, aż do końca naszych dni. To jest tak naprawdę prawdziwa miłość między kobietą, a mężczyzną. Nawet największe i najwspanialsze uczucie jest czymś śmiesznie pustym w porównaniu do wolnej i świadomej decyzji kochania w taki sposób drugiej osoby.

Podsumowując, współżycie przedślubne wcale nie ubogaca partnera, a wręcz przeciwnie - bardzo go zubaża. Miłość pomiędzy kobietą i mężczyzną wyraża się za pomocą wielu znaków. Mogą nimi być: uśmiech, dobro słowo, przytulenie, pomoc w pracy, pocieszanie, pocałunek i wiele innych. Najgłębszym z nich jest stosunek płciowy. On najbardziej angażuje. Ktoś kiedyś powiedział, że jest z nim trochę tak jak z narkotykami. Jeśli zacznie się brać mocne środki to już żadne słabe nie wystarczają. Podobnie jest, gdy chłopak z dziewczyną zaczną wyrażać to co ich łączy poprzez współżycie, zaniedbywają ten wspaniały język miłości jakimi są te pozostałe znaki. może to doprowadzić i często się tak niestety dzieje (powołuje się tutaj na liczne źródła książkowe) na kryzys w późniejszym małżeństwie. Dochodzi do sytuacji, że w zwykły biały dzień mąż nie wie jak okazać swojej żonie uczucia i serce w sytuacji kiedy trzeba zaniechać współżycia. W konsekwencji prowadzi to zdrad małżeńskich i rozpadu rodzin. Jeżeli miłość dwóch ludzi ma mocne fundamenty, jest zbudowana na "skale" poprzez okres narzeczeński to różnorodne małżeńskie problemy i kłopoty nie spowodują żadnej życiowej katastrofy.

Mam nadzieję, że ten artykuł pomoże niektórym czytelnikom podjąć jedyną słuszną decyzję, pomoże rozwiązać pewne wątpliwości i wzbudzi refleksję nad swoim postępowaniem. Wiem że odpowiedź na postawione na samym początku tego artykułu pytanie dla wielu młodych ludzi nie jest łatwa. Jednak zbierając te wszystkie argumenty, które wcześniej przytoczyłem sądzę że każdy z was sam potrafi udzielić na nie odpowiedzi. Warto pamiętać, że każdy z nas powołany jest do życia w czystości poprzez poznanie siebie, osiągnięcie panowania nad sobą - wierzcie to nie jest takie proste, posłuszeństwo przykazaniom Bożym oraz poprzez wierność w modlitwie. Osoba żyjąca w czystości "zachowuje integrację obecnych w niej sił życia i miłości". Niech cytat wielkiego ascety św. Augustyna będzie pointą i odpowiedzią na postawione na samym początku pytanie: "Czystość integruje na nowo i prowadzi do jedności Bogiem i samym sobą, którą utraciliśmy rozpraszając się w wielości".

Źródła pomocne mi przy pisaniu tego artykułu:
- Katechizm Kościoła Katolickiego, 1999, Pallottinum
- Ks. Piotr Pawlukiewicz, "Porozmawiajmy o tych sprawach spokojnie", 1998.

Andrzej Gajcy 215 WDH-y

Do góry

Serwis szara.jezuici.pl korzysta z plików cookie. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce. Poznaj szczegóły polityki cookies. Zamknij