Miłość

Dziś chciałbym się zająć bardzo ciekawym tematem jakim jest miłość. Bardzo często, zwłaszcza podczas telewizyjnych filmów, słyszymy słowa „kocham cię᾿, ale czy kiedykolwiek zastanawialiśmy się co one naprawdę oznaczają? Miłość jest też tematem wierszy, piosenek, ale też Bóg jest Miłością. Mogłoby się wydawać, zwłaszcza młodym ludziom, że Bóg nie pasuje do tego. Czy więc istnieje miłość i Miłość? A może jeden z tych elementów jest miłością, a drugi tylko ją udaje?
Sądzę, że kluczową sprawą do zrozumienia tego tematu jest rozróżnienie uczucia miłości i miłości, która jest sposobem życia. Czytelnik po przeczytaniu poprzedniego zdania zapewne pomyśli sobie tak: „dobrze - uczucie miłości jest ulotne, a jedyną prawdziwą miłością jest miłość będąca stylem życia.᾿ No cóż, można tak myśleć, ale według mnie to zbyt duże uproszczenie. Należy pamiętać też że nie ma innej miłości niż Bóg. Inaczej, nie ma miłości bez Boga.
Na początku chciałbym zająć się uczuciem miłości. Spróbuję ją zdefiniować: według mnie uczucia to wszystko co odczuwamy. Miłość uczuciowa jest więc emocją. Pojawia się pod wpływem jakiegoś bodźca zewnętrznego. Najlepszym przykładem takiej miłości jest zakochanie się. Można się zakochać w drugiej osobie, ale też w Bogu. Często pod wpływem jakiś przeżyć związanych z wiarą, w wielu ludziach rozpala się entuzjazm, chęć życia tylko z Bogiem i dla Niego. Jednak po kilku dniach o tym zapominamy i znowu pochłania nas codzienne życie. Czy to znaczy że wtedy kłamaliśmy? Nie. Po prostu emocje opadły, nic mniej jednak przeżycia związane z emocjonalnym odczuwanie miłości są dobre, wielu ludzi nawraca się pod wpływem takich przeżyć. I ich nawrócenie wcale nie jest nieszczere. Jak już napisałem Bóg jest w każdym rodzaju miłości. A jednak czegoś brakuje. Tym czymś jest miłość, której nie czujemy, ale która jest wszechobecna w naszym życiu. To miłość będąca sposobem życia.
W odwrotności do miłości uczuciowej, bardzo trudno ją zdefiniować. Może więc dam przykład. Czasami, gdy młody rodzic musi wstać po niż dziesiąty w nocy bo małe dziecko płacze, odechciewa mu (jej) się żyć. A jednak podejdzie do łóżeczka i przytuli dziecko. I zrobi to bez zastanowienia, gdyż żyje dla niego. W ten sposób można ją zdefiniować - to życie dla kogoś. Niezależnie od tego co w danej chwili odczuwamy. To akceptacja drugiej osoby taka, jaka jest i dlatego, że taka jest. Niemożliwe jest istnienie miłości bez akceptacji. To umieszczenie drugiej osoby odpowiednio wysoko w swoim systemie wartości. Uczucie wiąże się z cechami charakteru drugiej osoby (o tym napiszę poniżej) - miłość będąca sposobem życia jest dawaniem za darmo. Taką miłością powinni kochać się wszyscy chrześcijanie. Do takiej miłości zostaliśmy uzdolnieni przez Boga.
Teraz po zdefiniowaniu oraz daniu przykładów obu rodzajów miłości chciałby zająć się tym co je od siebie odróżnia. Moim zdanie miłość emocjonalna jest wymianą „coś za coś᾿. Przyjrzyjmy się jej bliżej. Gdy jesteśmy w kimś zakochani (widać to szczególnie u nastolatków) sprawia nam olbrzymią przyjemność przebywanie w jej (jego) towarzystwie. Poza tym, gdy zapytać się dlaczego ją (go) kochasz, usłyszymy: bo jest ładna, bo jest przystojny, bo potrafi świetnie tańczyć, można z nim porozmawiać itp. Skrajną odmianą miłości emocjonalnej jest miłość do różnych idoli młodzieżowych. Śpiewacy są kochani za piękny głos, sportowcy za sprawność fizyczną itp. Podobnie jest w przypadku miłości do Boga. Wiele osób w kościele, w grupie ludzi wierzących świetnie się czuje, jest akceptowana, zawsze odczuwa obecność Boga, natomiast gdy pojawiają się ciernie życia codziennego to wszystko się załamuje. I niestety bardzo często ludzie starają się zamknąć we własnym towarzystwie, by stale czuć się dobrze niż wrócić do normalnego życia.
Miłość emocjonalna ma to do siebie, że często ją okazujemy. Zakochane pary o wiele częściej się obejmują niż stare małżeństwa. Gdy odczuwamy olbrzymią miłość do Boga, jesteśmy w stanie całe dnie spędzać na kolanach, natomiast gdy odczuwamy depresję, takie poświęcenia przychodzą nam o wiele trudniej. To właśnie jest dawanie czegoś za coś. Ja daję moje uczucie, Ty mi dajesz poczucie akceptacji, to że ciągle odczuwam uniesienie emocjonalne, to że miło jest być w twoim towarzystwie. I to jest dobre. Jednak nigdy taka miłość nie powinna być podstawą naszego życia, ani powodować podejmowania decyzji, których skutki będą nas wiązały po opadnięciu emocji. Do tej pory dawałem przykłady miłości emocjonalnej, które mogły się źle kojarzyć. Teraz dam inny. W domach, gdzie rodzice kochają dzieci, miłość jest jakby w powietrzu. Nie czuje się jej, ale jest ona wszechobecna (właśnie w stylu życia). Jednak, gdy dziecko dostanie piątkę z klasówki, to rodzice zawsze je przytulą, szczerze ucieszą się z sukcesów dziecka. Okażą miłość emocjonalną. I to z punktu widzenia tego dziecka będzie najważniejsze. Ono wie, że rodzice dają pieniądze na jedzenie, na ubrania, ciężko pra-cują dla niego, ale jeżeli nigdy by nie zostało przez nich przytulone, pocałowane, to nie wiedziałoby, że oni je kochają. To bardzo często spotykany problem wśród dzieci, które mają bogatych rodziców. Oni dają pieniądze na wszystko - ale nie dają siebie. I choć mogą pracować po 12 godzin na dobę i 7 dni w tygodniu, aby zapewnić dobrobyt i jak najlepsze warunki dorastania swoim dzieciom - to oni ich nie kochają. A jak nie jesteśmy zdolni do miłości bliźniego, to w jaki sposób mamy myśleć o miłości do Boga?
Trudno mi wyobrazić sobie oparcie relacji między ludzkich tylko na emocjach. Gdy przyjmiemy założenie, że nie istniej nic „głębszego᾿ od emocji, zauważymy pewne paradoksy. Według tego założenia człowiek, który panuje nad własnymi emocjami, jest bezdusznym automatem. Emocje są czymś co odczuwamy spontanicznie, więc panowanie nad nimi byłoby czymś sztucznym i prowadzącym do „zautomatyzowania᾿ człowieka. Ważne jest kształtowanie emocjonalności. Pozwala uniknąć wielu problemów w życiu. Niemniej są sytuacje, w których to nie wystarcza. Osoby poddane długotrwałemu stresowi bardzo często stają się nerwowe, aż w końcu wyładowują stres na pierwszej spotkanej osobie, przeważnie po prostu robią awanturę z błahego powodu. Często się zdarza że tą „pierwszą spotkaną osobą᾿ jest współmałżonek. Czy w związku z tym taka awantura powinna się skończyć rozwodem? Przecież człowiek wtedy odczuwa względem drugiej osoby wszelkie negatywne emocje, o miłości nie ma mowy. A jednak tak naprawdę trwałość małżeństwa poznaje się właśnie w takich sytuacjach. Gdyby tych dwojga ludzi łączyły tylko emocje, przetrwanie jakiegokolwiek związku dłużej niż kilka lat byłoby niemożliwe.
Według mnie więzi międzyludzkie opierają się na czymś o wiele solidniejszym od emocji. Jeżeli przyjąć, że miłość to sposób życia, patrzenia na świat, myślenia o drugim człowieku, ale i o Bogu, wszystkie paradoksy znajdą swoje wytłumaczenie. Każdemu z nas zdarza się gniewać, robić awanturę bez powodu. To wynika z naszej emocjonalności. Jednak od siły naszej wiary i panowania nad sobą zależy, jak często podobne wypadki będą nam się zdarzać. Ale to że mimo wszystko nadal żyjemy w związku z osobą, z którą się kłóciliśmy, jest dowodem siły naszej miłości, a nie bezduszności! Uznanie istnienia miłości jako stylu życia i istnienia miłości osobowej (Boga) jest jednak po prostu trochę „nienaukowe᾿.
Dlaczego od razu piszę o Bogu, skoro wydaje się że można żyć miłością bez Boga? Otóż nie można. Każdy kto tego spróbuje, sam się o tym przekona. Dlaczego? Życie miłością jest dawaniem za darmo. Jeżeli źródło tej miłości byłoby ludzkie, to byłoby skończone i każdy człowiek żyjący miłością bez Boga zorientowałby się, że po pewnym czasie mu jej brakuje. Dawałby coś z siebie, nic nie otrzymując w zamian. Zostałaby mu pustka która nie zostałaby przez nikogo zapełniona. Taka osoba miałaby uczucie bycia wykorzystywaną przez wszystkich i prędzej czy później uczucie goryczy z tego wynikające wzięłoby górę.
Spotkałem już wiele osób, które z jednej strony uznawały niemal wszystkie wartości chrześcijańskie i żyło według nich, a z drugiej strony nie chciało słyszeć o Bogu. To pułapka bez wyjścia. Tylko Bóg, który jest nieskończoną Miłością, jest w stanie oddać to co dajemy innym ludziom za darmo. Co więcej zawsze oddaje z nadmiarem, więc dając coś z siebie innym za każdym razem stajemy się bogatsi.
Według mnie to, co odczuwamy jako miłości emocjonalną (kto z nas nie był zakochany?), jest swego rodzaju zaproszeniem do miłości, wystosowanym przez Boga. Jest pierwszym jej etapem, który według mnie jest konieczny do tego, by człowiek mógł dalej wzrastać w miłości.
Dlaczego konieczny? Weźmy przykład z dzieci. Ich postrzeganie świata jest trochę inne. To że rodzic pracuje po 10 godzin dziennie żeby zapewnić utrzymanie rodzinie, z punktu widzenia dziecka nie jest przejawem miłości. Ot tata i mama wychodzą rano do pracy, wracają wieczorem. I już. Gdzie tu miłość? Dla dzieci o wiele ważniejsze jest bycie przytulonym przez rodzica, jego uśmiech itp. A to są właśnie oznaki miłości emocjonalnej. Dopiero w miarę dorastania dziecko dojrzewa do miłości będącej stylem życia. Zwróćmy uwagę, że miłości odczuwalna na poziomie emocji nie musi być ukierunkowana na drugiego człowieka. Bardzo często jest ukierunkowana właśnie na Boga. Bardzo dobrze to widać wśród młodych pielgrzymów. Często podczas pielgrzymki podejmują zobowiązania które nigdy nie przyszłyby im do głowy w innym czasie. Dlaczego? Bo właśnie na pielgrzymce panuje swego rodzaju uniesienie, człowiek jest otoczony miłością, którą odczuwa na każdy kroku. To jest właśnie to zaproszenie do miłości. Zaproszenie, gdyż żeby wytrwać w takim postanowieniu w życiu codziennym potrzeba czegoś więcej niż tylko emocji. Wiele jest tzw. powołań po pielgrzymkowych. Właśnie wtedy młodzi ludzie decydują się iść do seminarium, ale przecież, żeby wytrwać w powołaniu trzeba czegoś nie porównywalnie silniejszego. Z drugiej strony wydaję mi się nie możliwe podjęcie decyzji (która byłaby nie wyrachowaniem, a szczerą chęcią) odnośnie życia w kapłaństwie, zakonie lub małżeństwie zupełnie bez emocji. Zawsze na początku jest element emocji, który po pewnym czasie znika, ale i odradza się. Tak samo takie zaproszenie może odnosić się do miłości do drugiego człowieka, a potem przechodzi w miłość, która jest stylem życia i którą Bóg uświęca swoją obecnością (tzw. Miłością nadprzyrodzoną) w sakramencie małżeństwa bądź kapłaństwa. Trzeba jednak pamiętać że miłość emocjonalna jest dawaniem czegoś za coś, i często bywa mylona z pożądaniem, chęcią posiadania, czy chęcią zaspokojenia swoich ambicji.
Jak napisałem powyżej miłość, to dawanie siebie mimo czegoś, mimo wad, nieprzyjemności jakie wiążą się często z publicznym przyznawaniem się do wiary w Boga. Mimo tego, że codzienne życie z drugą osobą wystawia naszą cierpliwość na próbę. To coś o wiele silniejszego od emocji. Coś, czego zarazem nie odczuwamy, ale co definiuje nas samych. Ktoś mądry powiedział kiedyś, że miarą człowieka jest jego zdolność do miłości, którą okazuje każdemu człowiekowi.
Istnieje trzeci rodzaj miłości, o którym celowo nie wspomniałem wcześniej - to Miłość NADPRZYRODZONA. Jak już dwa razy napisałem, Bóg jest w każdym rodzaju miłości i bez Niego do żadnego rodzaju miłości nie jesteśmy zdolni, jednak miłość nadprzyrodzona jest szczególnym darem od Boga. To miłość, która pozwala nam wybaczać nawet najcięższe grzechy, które ktoś popełnił przeciwko nam. To miłość do nieprzyjaciół. Ale też jest to miłość, w której Bóg jest obecny w sakramentach. Gdy ludzie kochający się udzielają sobie sakramentu małżeństwa, Bóg który jest w każdym sakramencie, Swoją NADPRZYRODZONĄ Miłością, umacnia ich związek. W pewien sposób wiąże ich ze sobą. Dla tego ten sakrament jest tak ważny.

Bartek Szaraniec

Do góry

Serwis szara.jezuici.pl korzysta z plików cookie. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce. Poznaj szczegóły polityki cookies. Zamknij