Rozważania

Zwykle gdy piszę rozważania dla Magazynu Parafialnego zaczynam od tytułu. To nadaje treść artykułowi. Tym razem zupełnie nie wiem jak zacząć. Chciałbym napisać o Bogu w naszym życiu, Bogu do którego się modlimy, który jest w naszych bliźnich. Czym jest zło? Czy można być neutralnym? Dlaczego wiara jest darem? Jak można się modlić? Te problemy poruszę w tym artykule.

Zacznę może od tego, że Bóg jest jedynym Dobrem jakie istnieje. Nie można zrobić nic dobrego w oderwaniu od Boga - sam uczynek jest wejściem w zależność od Boga. Podobnie jest z modlitwą, jednak modlitwa jest ukierunkowana wprost do Boga, natomiast nasze działanie może być zarówno pomocą bliźniemu jak i malowaniem pięknego obrazu (też wchodzimy w ten sposób w relację z Bogiem). W tym wypadku wszystko co nie jest złe, jest dobre. Na tym polega wolność wyboru. Człowiek który wybierze dobro pozostaje wolny, natomiast ten kto się jemu sprzeciwi zostaje zniewolony przez grzech, choćby w ten sposób, że czuje się zobowiązany do usprawiedliwiania się. Poza tym wolność jest darem od Boga i tylko w zgodzie z Nim możemy z niej korzystać, inaczej jest to niewola.
Sądzę, że pojęć Dobra i Miłości można używać w tym wypadku wymiennie. Nie istnieje inne dobro ani inna miłość. Bóg jest Miłością - Miłością osobową, świadomą. Dlatego, jak napisałem wyżej, nie można zrobić niczego dobrego w oderwaniu od Boga, ale zarazem Bóg Samym Sobą wyznacza, co jest dobre. Jego osąd jest obiektywny i nieomylny. Zło natomiast nie istnieje osobowo, jest tylko zaprzeczeniem dobra. Nawet sam szatan nie jest Złem - on jest zły.

Trzeba jednak pamiętać, że aniołowie nieporównanie bardziej od ludzi poznali Boga. Dlatego każdy z tych, którzy się zbuntowali, automatycznie zwalcza wszelkie przejawy Miłości. Nie potrafią być trochę dobrzy lub trochę źli. Nawet największy grzesznik tak nie postępuje. Dlatego człowiek nie może być zły, złe są jego uczynki. Natomiast ludzie bardzo często ignorują wszelkie zaproszenia od Boga do czynienia dobra. To jest złe. Każde takie zaproszenie jest talentem danym nam, tylko co z nim zrobimy? Nie ma neutralnych uczynków. Można postępować zgodnie z wolą Boga (czasami nawet nie zdając sobie z tego sprawy, a wręcz będąc przekonanym, że jest odwrotnie) albo wbrew niej. Wolą Boga jest to, abyśmy postępowali dobrze, czyli żyli w Nim. Po to dał nam przykazania i Pismo Święte, w nich mówi co jest dobre a co złe.

W dzisiejszym świecie wiele osób dąży do niezależności, ale to są pozory. Ci ludzie sami chcą decydować o tym, co jest dobre a co złe, a przecież to są wartości obiektywne. Na tym polega ta neutralność, choć przeważnie kończy się tym, że za dobre uznaje się to, co jest przyjemne. Każdy kto chce być niezależny od Boga odrzuca wszelkie Jego talenty. To właśnie pokusa fałszywej wolności, która jest niewolą - człowiek czuje się zobowiązany do niewykonywania czynności, które mogą być dobre. W ten sposób powstaje spirala która odciąga nas od Boga - im więcej talentów odrzucimy, tym trudniej jest nam przyjąć nowe. Pamiętajmy, że piekło to inaczej Stowarzyszenie Aniołów Niezależnych. W domyśle: "niezależnych od Boga". Zwróćmy uwagę, że wszelkie organizacje, które podkreślają swoją "niezależność", głoszące "tolerancję", atakują Kościół.

Uważny Czytelnik zapyta: a co z ludźmi którzy postępują i dobrze, i źle, którzy nie "filozofują"? Wydaje mi się, że kłopot polega na tym, czy będą w stanie zaakceptować Boga, kiedy Go spotkają w bliźnich czy po swojej śmierci. Tak, zaakceptować, resztę uzdrowi już Bóg. Tylko że niestety takich ludzi jest bardzo mało. W Polsce chyba nie ma człowieka który by nie słyszał o Bogu. Oczywiście pozostaje kwestia wychowania, środowiska w jakim się wyrastało, ale do każdego, prędzej czy później, przyjdzie Bóg. A każdy, kto nie chce "filozofować", to niejako powiedział: "Panie Boże nie chcę o Tobie myśleć". Pamiętaj, że mimo wszystko taka osoba może Nim żyć. Do tego zagadnienia za chwilę powrócę.

Są ludzie, którzy o Bogu nie słyszeli. Dlatego tak ważna jest działalność misyjna. Wiara jest wielkim darem. Można powiedzieć, że dzięki niej startujemy od razu z pozycji sługi, który otrzymał 3 talenty: życie, wiarę i możliwość jej wyznawania (nikt nas za to nie prześladuje - chodzi o warunki polskie). O ile uboższy jest człowiek, który dostał tylko życie. Kiedy sobie to uświadomiłem, odczułem wdzięczność. Ale i taki człowiek może być dobry. Przyjrzyjmy się - nie ma takiej religii na świecie, która byłaby zaprzeczeniem chrześcijaństwa. Zauważmy, że każdy człowiek ma wpojone w głównych zarysach co jest dobre a co złe. Zabijają tylko fanatycy, których nie obchodzi żadna wiara, czasami jest ona tylko przykrywką. Nie kradnij - kradzieży chyba żadna religia nie uznaje itp. I to też jest talent od Boga. A każdy będzie rozliczany z tego co zostało mu dane. I choć najpełniej drogę do Boga ukazuje Kościół Katolicki (dokument Dominus Jesus), to jednak każdy dostał jakiś talent, jakąś drogę.

Dlatego wielokrotnie Papież Jan Paweł II podkreśla to, że postawa moralna jest o wiele ważniejsza od tego, co mówimy. Gdy zadeklarowany ateista, który w życiu kierował się miłością, stanie przed Bogiem, po prostu przejrzy na oczy i zorientuje się, że przez całe życie, każdym swoim dobrym uczynkiem mówił: "wierzę w Boga Ojca wszechmogącego ...". Zrozumie tylko że ze wszystkich talentów jakie dostał od Boga nie wykorzystał tego najważniejszego: możliwości uczestniczenia w sakramentach. Sakramenty są największym darem, z jakiego możemy korzystać, największym naszym talentem.

Bartek Szaraniec

Do góry

Serwis szara.jezuici.pl korzysta z plików cookie. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce. Poznaj szczegóły polityki cookies. Zamknij