1998 - Wielka Niewiadoma

Każdy, kto rozpoczyna nowe dzieło musi przez to przejść - próba zderzenia z niewiadomym jest nieunikniona. Nasze pytania w czasie przygotowań do pierwszego wyjścia Szarej mnożyły się i często nie znajdowały łatwych odpowiedzi. Najpierw czy zgodzą się przełożeni, potem czy zgodzi się dowództwo WAPM, dalej czy harcerze pójdą za wezwaniem swoich szefów? Gdy te sprawy się wyjaśniły pozytywnie powstały pytania natury technicznej: kto zajmie się poszczególnymi służbami (harcerze i nie tylko), kto z jezuitów wesprze przedsięwzięcie, a wreszcie czy ktokolwiek zapisze się do Szarej? Te pytania też stopniowo zyskiwały odpowiedź.

Wiedzieliśmy od początku, że nasza przyszłość to WAPM. Przeszedłem wiele różnych pielgrzymek, ale dotąd nie widziałem tak dobrze zorganizowanej i prowadzonej jak ta. Wielka to zasługa ówczesnego ks. Przewodnika Henryka Malackiego. Od początku ucieszył się z propozycji stworzenia grupy przez jezuitów, bo dodawała ona bogactwo naszej duchowości, a przez to również kolorytu, całej pielgrzymce. Z kolei jezuici od początku poparli sprawę ze względów duszpasterskich i powołaniowych, no i historycznych.

Ze służbami też nie było tak źle. Marysia Baldwin zaofiarowała od razu zajęcie się kuchnią - sporządziła kosztorys, pomogła opracować plan prowiantowy na głowę pielgrzyma (ile kto musi wnieść do wspólnego garnka), zrobiła listę rzeczy potrzebnych do wspólnej kuchni, przekonała nas do wspólnego stołu, który jest od tego czasu znakiem firmowym grupy (kolacje i śniadania przygotowują kolejno wszyscy w grupach, a jadamy je razem). Ona też ze swoim obecnym mężem (Jarkiem) zbierała prowiant i dystrybuowała go w drodze. To była dla nas wielka pomoc.

Grupa porządkowa była już w komplecie przed wyruszeniem. Przemek Bryksa wziął na siebie obowiązki głównego porządkowego, gdyż miał potrzebne doświadczenie i zapał. Ekipę stanowili głównie harcerze z Hufca "Klucz". Ludzie sprawdzeni i gotowi. W trakcie drogi zajmowali się nie tylko naszą grupą, ale też Białą, która musiała szybko wyszkolić nowych ludzi. Adam Ostrowski był głównodowodzącym wszystkich ludzi w mundurach.

Z medykami był inny problem. Chętnych wielu, ale doświadczenia żadnego. Oparliśmy się więc na "profesjonalistce": Magda Fudała, instruktorka ZHR i studenta medycyny podjęła się dzieła. Zebrało się liczne grono chętnych, a życie i nasze nogi nauczyły ich reszty. Trzeba też było zorganizować biuro, czyli zapisywać ludzi i trzymać kontakt z centralą. Monika i Magda Krawczyk, nasze harcerki-bliźniaczki, wsparte Moniką Sokołowską doskonale sobie poradziły w gorących dniach przed pielgrzymką, a tym bardziej w jej trakcie.

Grupa muzyczna to zawsze dusza grupy. Nie miałem pojęcia kogo uda nam się "zdobyć" na drogę. Ale i w tym Pan nam dopomógł wiążąc z grupą umuzykalnionych harcerzy i nie tylko. Adam Ostrowski, Rafał Paszkowski i Paweł Bucki na gitarach, Gośka Biłozór, Monika Sokołowska i inne przy mikrofonach dali sobie wspaniale radę.

Nie bez znaczenia zwykle jest skład księży. Tego roku był on bardzo bogaty (aczkolwiek szczyt osiągnęliśmy w roku 1999). Dwaj nowicjusze z Gdyni: Grzegorz Bochenek i Remigiusz Recław, dwaj ojcowie: Mieczysław yusiak i Tadeusz Cieślak oraz niżej podpisany stanowili ekipę rozumiejącą się w lot - jak palce jednej dłoni. Ale to okazało się dopiero w drodze - wcześniej była wielka walka o zapisy i tu wielką pomysłowością wykazali się nowicjusze Grzegorz i Remek. Plakaty, okrzyki, stroje, wyjście do niezdecydowanych zebrały w sumie ponad ok. 150 osób. Jedną trzecią grupy stanowili harcerki i harcerze, głównie z Mazowsza, czyli Warszawy i okolic. Mieliśmy też gości z zagranicy: prosto z Wysp Dziewiczych wylądowała u nas siostra Elwira Pniewska ze swoimi trzema synami - Markiem, Tomkiem i najmłodszym w grupie 7-letnim Ryśkiem.

Elwira dzieliła się z nami w drodze opowieściami o Dobrym Pasterzu oraz o sakramentach, włączając w to przykłady rodzinne. Droga 1998 upłynęła nam także na rozważaniach dotyczących naszego powołania, którego bazą były pasjonujące konferencje ojca Mietka. Wielka Niewiadoma okazała się wielką przygodą i zwykle tak z pielgrzymkami bywa. Zawsze w drodze trzeba zaufać Panu - On dokona reszty. Pójdą ci, którzy usłyszą to wezwanie, a przez to zyskają oni i grupa. No i pionierzy zawsze przechodzą do historii, która rozpoczęła się właśnie w 1998 roku i trwa do dziś.

Do góry

Serwis szara.jezuici.pl korzysta z plików cookie. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce. Poznaj szczegóły polityki cookies. Zamknij