1999 - Przełomowo

Jezuici w Szarej 1999
Mieczysław Łusiak SJ
Czesław Sobolewski SJ
Tomasz Kot SJ
Robert Bujak SJ
Remek Recław SJ i Norbert Kacprzak SJ
Grzegorz Bochenek SJ
Rafał Kobyliński SJ
Wawrzyniec Grotek SJ
Michał Gutkowski SJ
Gosia Bryksa
Michał zwany Kawkiem
Wspólny stół
Magda Fudała
Rafał Paszkowski
Paweł Bucki
Elwira Pniewska

Ten rok był wyjątkowo "owocny". Przede wszystkim grupa bardzo się rozrosła liczebnie. W szczycie osiągnęliśmy liczbę 250 uczestników. Zarówno zapisy, jak i przenosiny z innych grup zrobiły swoje. Braciom i siostrom odpowiadała najwyraźniej dobra atmosfera u nas. Było wiele znajomych twarzy z grupy-matki, czyli "Białej". Mieliśmy także niesamowitą liczbę jezuitów w grupie. Było nas 10! Stało się tak na skutek niepewności. Wielu z nas nie wiedziało, czy uda się nam być na pielgrzymce, stąd zapraszałem kogo się tylko dało, no i ... wszyscy w sierpniu się pojawili. Było tego roku czterech ojców: Mieczysław yusiak z Gdyni, Czesław Sobolewski z Warszawy, Tomasz Kot z Rzymu i Robert Bujak z Rzymu. Poza tym dwóch ubiegłorocznych scholastyków z Krakowa: Remek Recław i Grzesiek Bochenek, dwóch nowych nowicjuszy z Gdyni, którzy gromko śpiewali i grali: Norbert Kacprzak (gitara) i Rafał Kobyliński (baryton). Do tego doszli jeszcze scholastykWawrzyniec Grotek i piszący te słowa MG, wówczas przewodnik grupy i świeżo upieczony diakon, obaj z Warszawy.

Te liczby stanowiły prawdziwe wyzwanie. Po pierwsze dla naszej kuchni, którą od tego roku zajęła się Gośka Bryksa, siostra Przemka, czyli nasz Kwatermistrz. Dzielnie pomagał jej w tej funkcji Michał zwany Kawkiem. Otóż przy założeniu, że jemy przy wspólnym stole, okazało się, że jest nam ciasno, a jedzenie, mimo tak wielu rąk do pracy znika błyskawicznie. Nie mówiąc już o herbacie. Czasami nasz medyk pod wodzą w tym roku Roberta Kowalskiego i Magdy Fudały (udany mariaż) nie zdążał pobrać czegoś dla siebie. Jednym słowem momentami było nam ciasno.

Równie ciasno było przy mikrofonie. Mieliśmy wśród siebie wspaniałych mówców i znawców tematu, ale w takiej liczbie, która nie pozwoliłaby na śpiewanie. Postawiliśmy na konferencje "Radość-wolność-miłość" ojca Mietka i biblijne refleksje ojca Tomasza. Wciąż nie mogę sobie darować, że nasz psycholog, ojciec Robert, był wykorzystany zaledwie dwa razy, a niezastąpiony scholastyk Remek Recław nie mógł rozwinąć swych ewangelizacyjnych talentów. Zdążył natomiast opowiedzieć historię swego powołania, która obfitowała w przeróżne doświadczenia miłości, szczególnie jej ludzkiego aspektu.

Muzycznie byliśmy w niebezpieczeństwie. Rafał Paszkowski musiał zdawać na studia i to go wykończyło, a Paweł Bucki, nasza pierwsza gitara, jako student-astronom ruszył na obserwację całkowitego zaćmienia słońca do Rumunii, zostawiając grupę na kilka dni (potem wrócił prosto z pociągu). Na szczęście nie zawiodły nasze siostry-słowiki - np. Gośka Biłozór i Monika Sokołowska były zawsze do dyspozycji grupy, a przebojem roku była 'Dumka' z "Ogniem i mieczem" śpiewana w duecie przez Gośkę-Helenę i Rafała-jezuitę-Skrzetuskiego.

Były tego roku wydarzenia niezwykłe - choćby właśnie zaćmienie słońca, które obserwowaliśmy na postoju obiadowym - nagle zrobiło się ciemno i chłodno - w środku dnia, niemal w samo południe. Wielu z nas przeżyło to w wymiarze wiary. Inną ciekawostką był śpiewnik, który drukowaliśmy tuż przed pielgrzymką. Tu niezastąpiona okazała się firma 'Paszkowski and Sons Publications and Entertainment'. Śpiewnik służy nam do dziś (2000/2001), a przez wielu jest traktowany jako cenna pamiątka. Brat Witold zajął się okładką, a Paweł i Rafał powielaniem (z pomocą jezuickiego ksera i paru zakonnych rąk). Bracia - nie zapomnę Wam tych nocy!

W czasie drogi istotną częścią przekazywanych treści było 'Pół godzinki dla Rodzinki', czyli konferencje na temat spraw rodzinnych prowadzone przez siostrę Elwirę Pniewską, czasami wraz z synami. Zwykle niestety na pytania przez mikrofon nie było już czasu.

Wspaniale rozwinęła się nasza tradycja różańcowa. W naszej grupie nie mamy czytanych intencji - każdy przychodzi do mikrofonu i sam je wypowiada. Podobnie jest z rozważaniami na temat poszczególnych tajemnic. Taka forma ma wymiar świadectwa, podobnie jak przygotowana przez pielgrzymów Droga Krzyżowa.

Obchodziliśmy też uroczyście pielgrzymkowe prymicje ojca Czesława Sobolewskiego, który na dobre wpisał się w obraz grupy, szczególnie jej 'ogona'.

Porządkowi pod wodzą Przemka Bryksy byli najbardziej doświadczoną grupą i prawdopodobnie głównie dzięki nim przetrwaliśmy jako całość w tej tak licznej gromadzie. Przemek już zabierał się do szykowania swego następcy.

Jak zwykle nie zawiedli też harcerki i harcerze. Było ich o wielu więcej niż w poprzednim roku, a grupa Szara coraz mocniej rysuje swą pozycje na harcerskiej mapie Polski.Brat Bożydar zajmujący się Biurem Rzeczy Znalezionych rozpoczął swą służbę.

Na ostatnim noclegu mieliśmy wspaniałą ucztę, która przyjechała do nas ze Skarżyska Kamiennej dzięki pomocy brata Pawła Koperwasa. Były pączki, ciastka, soki i inne nie-za-bardzo-pielgrzymkowe delikatesy.

No i jeszcze jedno. Grupa żyła także między pielgrzymkami. Nasz nadworny fotograf Grzegorz Hałub zorganizował na spotkaniu popielgrzymkowym wspaniałe slajdowisko (październik '98 i '99), później był styczniowy opłatek, na którym dostaliśmy genialne kalendarze naszej grupy (2000, znowu inicjatywa 'Paszkowski & Sons'), a także Wigilia Paschalna z instruktorami ZHR-u. Wszystko w kościele św. Andrzeja Boboli na Rakowieckiej w Warszawie. Następny rok pokazał, że to nie była tylko chwilowa euforia czy zauroczenie. Grupa staje się rodziną, a trasa rekolekcjami, które 'trzymają' nas przez następny rok.

Ale oto nadchodziła pielgrzymka Roku Jubileuszowego...

Do góry

Serwis szara.jezuici.pl korzysta z plików cookie. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce. Poznaj szczegóły polityki cookies. Zamknij