2000 - Wielki Jubileusz i Nowa Era

przewodnik grupy
Wawrzyniec Grotek SJ
siostra Ewa Bońkowska
Mariusz Bigiel SJ
Czesław Sobolewski "Czester" SJ
Grzegorz Bochenek SJ
(jako scholastyk)
Piotr Szymański SJ
(jako scholastyk)
Błogosławieństwo prymicyjne
o. Michała
Nikola (medyk)
Kuba (szef porządkowych)
Gosia i Bartek
(obecnie Godziszowie)
Cinek czyli ...
...czyli Marcin Bieliński
Bucek (szef muzyczny)
Maciek (gitara)
Magda Fiałkowska
(Magghie)
Bożydar
(biuro rzeczy znalezionych)

Wielki Jubileusz 2000 wzbudzał wielkie oczekiwania, przynajmniej w jezuitach, którzy mieli udać się w drogę, ale i tak wydarzenia tej pielgrzymki przerosły wszelkie oczekiwania i nadzieje.

Trzecia edycja grupy "Szarej" wyruszyła umocniona już pewną tradycją, a przede wszystkim ludźmi, na których mogliśmy liczyć. Po całorocznych spotkaniach grupowych (październik-slajdowisko, styczeń-opłatek i dla chętnych Wigilia Paschalna u jezuitów na Rakowieckiej), z kalendarzami grupy pod pachą lub na ścianach, nie mówiąc już o zawartych przyjaźniach i duchowej więzi czuliśmy się dobrze przygotowani. Grupa liczyła ponad 200 osób, ale nieco mniej niż w poprzednim roku, kiedy z trudem mieściliśmy się przy wspólnym stole. Znacznie wzrosła za to obecność harcerek i harcerzy - do około 80 osób. Reprezentowaliśmy trzy harcerskie organizacje, choć zdecydowana większość była ze Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej (szli z nami także harcerki ze Stowarzyszenia Harcerskiego i Związku Harcerstwa Polskiego). Niewątpliwie było to pokłosiem rekolekcji obozowych "Duszochwaty", które miały miejsce w lipcu i objęły wiele obozów i zgrupowań.

Nastąpiły także pewne zmiany. Ta najbardziej widoczna to zmiana przewodnika grupy, którym został ks. Wawrzyniec Grotek SJ (scholastyk trzeciego roku teologii na Rakowieckiej). Stało się to konieczne ze względu na moje studia w Berkeley, w Kalifornii (USA), które rozpocząłem w 1999 roku, zaraz po zakończeniu pielgrzymki ubiegłorocznej. Nie wiedziałem nawet czy będę mógł pójść na pielgrzymkę, nie mówiąc już o organizowaniu spotkań na Rakowieckiej czy podtrzymaniu zwykłych kontaktów z kierownictwem pielgrzymki. Dziś widzę, że to była właściwa decyzja. Druga zmiana to obecność (po raz pierwszy w historii) siostry zakonnej w pełnym wymiarze. Siostra Ewa Bońkowska, urszulanka szara, na co dzień pracująca w Nuncjaturze Apostolskiej, szła na początku z drugą siostrą - Jadwigą, która opuściła nas zgodnie z planem parę dni później (to znaczy, plan zakładał parę etapów, ale objął parę dni). Siostra Ewa była dobrym duchem naszej grupy i wiemy, że dzięki niej możemy w przyszłości liczyć na obecność sióstr bardziej regularnie. Podobną nowością była obecność ojca Mariusz Bigiela SJ jako wspaniałego konferencjonisty. Dołączył on do grupy jako kapelan harcerzy z Kalisza i wspaniale sprawdził się prezentując temat: "Co to znaczy być prawdziwym mężczyzną" na podstawie postaci biblijnego Jakuba. Nie zawiedli nasi 'starzy' znajomi z zakonu jezuitów: Ojciec Czester (Czesław Sobolewski), oraz scholastycy Grzesiu Bochenek i nowy - Piotr Szymański (obaj studenci filozofii z Krakowa). Jako świeżo wyświęcony ksiądz miałem także swoje prymicje dla całej pielgrzymki (5 tysięcy osób) i udzieliłem błogosławieństwa grupie Szarej i Białej (z rozdaniem pamiątkowych obrazków, oczywiście). Podczas tej mszy, po raz pierwszy dla całej pielgrzymki, grał nasz zespół.

Dalsze zmiany to szefowie służb: medycznej - Nikola Niewęgłowska i porządkowej - Kuba Kowalski. Kuba spokojnie kontynuował tradycję swoich poprzedników czyli Adama Ostrowskiego i Przemka Bryksy, ale tym razem w oparciu o nowe zastępy harcerzy - także ze swojej drużyny. Nikola wprowadziła rządy twardej ręki do naszej grupy pierwszej (i ostatniej?) pomocy. Zaufaliśmy jej jako tuż-tuż lekarzowi i co do konsekwencji nie mieliśmy żadnych wątpliwości. Byli, co prawda, tacy, którzy z łezką w oku wspominali towarzyską atmosferę poprzednich 'sanitariatów', które były otwarte prawie do rana, gdzie kwitło życie muzyczne i wszelkie inne (także medyczne, oczywiście), a sanitariuszki następnego i w kolejne dni czasem padały na nos z niewyspania, ale mimo bardziej rygorystycznego przestrzegania godzin nie mogliśmy narzekać na brak opieki. Centrum towarzyskie przeniosło się w inne miejsca. Ja doceniam oba style 'medyków' - najważniejsze, żeby wszyscy zostali jak najlepiej zaopatrzeni na ciele i by szefowie byli konsekwentni w tym co zapowiadają i co robią. Dotąd mieliśmy do nich wielkie szczęście. Magda, Robert i Nikola - zapisaliście się złotymi zgłoskami w historii grupy. Dzięki!

Kwatermistrzostwo ciągnęła dalej i z podobnym rezultatem Gosia Bryksa. Tym razem jednak w towarzystwie Bartka Godzisza, osobistego narzeczonego zresztą (w maju 2001 ślub - gratulacje!). Jak na instruktorów ZHR przystało byli nieocenieni. W tym roku po raz pierwszy udało się całkowicie zapewnić ochotnicze przygotowywanie posiłków - nie trzeba było ani razu wyznaczać nikogo. Niesamowitą wolą w tym względzie okazał brat Cinek czyli Marcin Bieliński (także niezmordowany w grupie muzycznej), który zgłosił się na wszystkie (!) dyżury. Muzycy można śmiało powiedzieć są coraz silniejszym punktem naszej grupy. W tym roku pod batutą Pawła Buckiego grało i śpiewało wiele osób, także nowych twarzy z męskimi głosami (znowu ten Cinek) na czele. Na gitarach towarzyszył Pawłowi Maciej Banasiuk - osobisty szwagier zresztą. Tworzył on ulubiony przez grupę duet z Magdą Fiałkowską (przeboje: "Wyżej, coraz wyżej" i "Gdy na morzu"). Doszły też dodatkowe instrumenty w postaci trąbki (Artur) i waltorni (Kuba), które nadały wiele kolorytu grupie, szczególnie podczas naszej mszy dla całości WAPM i wieczornych Apeli Jasnogórskich. Dodatkowe przeboje z zagranicznych list przebojów wprowadził o. Mariusz ("Tenemos tanto"). Biuro też się odnowiło w osobach Kasi Ołowskiej i Karoliny Górskiej. Tylko Bożydar pozostał wierny rzeczom znalezionym i kwasom, anonsując je na wesoło i smutno przy mikrofonie.

W trakcie jednego z etapów odwiedził nas niezwykły gość - Keith z Teksasu. Ma on w życiu misję niesienia krzyża - takiego ogromnego, z małym kółkiem. Był z posłaniem krzyża w wielu zapalnych miejscach świata: w Afganistanie, Armenii, Kosowie, Ruandzie, a w końcu trafił do WAPM. Keith dał nam wielkie świadectwo wiary i 'podzielił się' krzyżem - mogliśmy go nieść, każdy i każda kawałek. Nas też dotknęło jego posłanie.

Cieszyliśmy się też obecnością naszych sióstr i braci z zagranicy. W tym roku z Kanady, Włoch i, nowość, z Ukrainy (siostra Irena-Beata), która dała piękne świadectwo głębokiej wiary swoim słowem mówionym i śpiewanym.

Wianki ...

Tradycją stało się też przyjmowanie nowych członków grupy poprzez specjalny obrzęd wtajemniczenia. Pominę jego opis, by nie zdradzić tajemnicy, ale było kilka prób: ciemności, ognia, smaku, wiedzy, wody. Dodam też, że efektem jednej z prób był krótki pobyt w szpitalu jednego z braci-harcerzy, więc sprawa jest naprawdę poważna. Wrócił on po paru dniach do grupy cały i zdrowy. Uff...
Mieliśmy też w tym roku jubileuszowe plakietki, pięknie zaprojektowane i zorganizowane przez Gosię Bryksę. Wszyscy chcieli je mieć (plakietkę, oczywiście, bo Gosia 'należy' do Bartka), ale to zbyt cenna pamiątka do handlu z innymi grupami, no i ich ilość była ograniczona.

Tuż po pielgrzymce zaistnieliśmy w Internecie dzięki Maćkowi Banasiukowi. Nasza strona (czytasz ją teraz!) w końcu znalazła przystań na serwerze jezuitów i jest często i z łezką odwiedzana przez pielgrzymów (szczególnie tych zagranicznych). Jest też okazją do podtrzymania kontaktów z braćmi, siostrami i Bogiem.

Hasłem tegorocznej pielgrzymki było "Deo Gratias!" - "Bogu niech będą dzięki!". I rzeczywiście mamy za co dziękować. Tyle pięknych owoców pielgrzymowania przez ostatnie trzy lata. Wszyscy podkreślali wspaniałą atmosferę tegorocznej Szarej drogi. Grupa coraz mocniej wpisuje się w WAPM przez swoją wyrazistość i charakter. Oby tak dalej, bo przed nami Trzecie Tysiąclecie i jego wyzwania.

Do góry

Serwis szara.jezuici.pl korzysta z plików cookie. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce. Poznaj szczegóły polityki cookies. Zamknij