„Iść za marzeniem i znowu iść za marzeniem – i tak – wiecznie – aż do końca.᾿ Joseph Conrad

05.08.2003 – DZIEŃ PIERWSZY

Św. Anna. To tutaj zaczyna się nasze szare pielgrzymowanie. To już XXIII Warszawska Akademicka Pielgrzymka Metropolitalna na Jasną Górę, podczas której pielgrzymujemy pod hasłem „Umiłować Chrystusa w Duchu Świętym᾿. W tym roku my obchodzimy swoje szóste urodziny. Być może to mało, ale nam wystarczyło. Wystarczyło, aby być oryginalną, zgraną a przede wszystkim harcerską i dobrze znającą się grupą.
Mimo iż jako grupa zebraliśmy się o dziś o 5:30 rano, to tak naprawdę wszystko zaczęło się dużo wcześniej. Już podczas zapisów spotykaliśmy starych „Szaraków᾿, a także poznawaliśmy całkiem nowe twarze. Szczególnym czasem była też wczorajsza Msza Św. Takie małe pożegnanie z tymi, którzy w tym roku z nami nie pójdą.
5:30 – Św. Anna. Tutaj została odprawiona pierwsza pielgrzymkowa Msza celebrowana przez kardynała Józefa Glempa – Prymasa Polski. Oprawa muzyczna przypadła w udziale naszej grupie. A służbę na mszy pełnili nasi „szarzy᾿ bracia.
Po mszy ustawiliśmy się za znaczkiem i stawialiśmy pierwsze kroki ku Maryi. Jak co roku przewodzi nam niestrudzony ojciec Wawrzyniec Grotek SJ. Przez kolejne dziesięć dni to on będzie nas prowadził ku Jasnej Górze. Wraz z nim idzie ekipa jezuitów w składzie: ojcowie: Michał Gutkowski, Remigiusz Kalski, Czesław Sobolewski, Mariusz Bigiel, diakon – Rafał Kobyliński, a także nowe twarze naszej grupy – nowicjusze: Filip, Michał i Rafał. Idą z nami dwie siostry zakonne – urszulanka szara Małgorzata Bauer i nazaretanka Ilona Murza. Naszą niestrudzoną ekipą porządkowych dowodzi Grzesiek Kalisz vel Wielki Muł. Jego partnerzy to Janek, Tadeusz, Paweł, Maciek, Dąbal, Daniel, Piotrek, Mirek. Ich zadanie to dbanie o bezpieczeństwo naszej grupy. Poza tym machają sobie chorągiewkami, pokazują jakieś dziwne znaki, każą „DOyANCZAĆ᾿ do grupy i łapać kabelek.
Główną siostrą kwatermistrzynią w tym roku została Ania Kowalska. Jej pomocnicy to Hania i Bożydar. Ania załatwia jedzenie na każdy dzień, dowiaduje się gdzie śpimy, ile mamy miejsc w stodołach, gdzie możemy rozbić namioty. Jednak najtrudniejsze zajęcie to znaleźć ekipę, która przygotuje dla nas kolację i śniadanie. A osób takich potrzeba każdego dnia po 19. Jednak wierzymy w to, że uda się Anie znaleźć każdego dnia tylu „chętnych᾿.
Teraz przejdźmy do naszych medyków i medyczek, bez których niekoniecznie musielibyśmy dojść do Częstochowy. Szefem służby została Asia Martynuska, studentka Akademii Medycznej. Poza nią działają 22 osoby, które co wieczór opatrują nasze obolałe nogi i nie tylko. Niestety dziś nie ma z nami Asi, więc kontrolę nad medykiem przejmuje Stevie, który od wielu lat czynnie działa w służbie.
Nad śpiewem i rozwojem artystycznym naszej grupy czuwa już od wielu lat Paweł Bucki. A dzielnie pomaga mu w tym Maciek, Magda, Filip, Rafał, Kapeluty i wiele innych osób.
W tym roku już pierwszego dnia zaczęło pojawiać się wiele nowości. Jedna z nich jest tzw. „cover᾿. A co to takiego? Po prostu pielgrzymkowa przeróbka piosenki bardziej lub mniej znanej. Pomysłodawcą tego czegoś jest nasz kochany ojciec Mariusz. Kolejnym hitem tego lata jest „Wenezuela᾿ autorstwa braci: Bożydara, Rzelona, Janka i Paszczaka. Serial o losach szarej siostry już od pierwszego odcinka wciągnął wszystkich szarych pielgrzymów i każdy z nich z niecierpliwością czeka na kolejny odcinek, który ma się pojawić już jutro.
Kwatermistrzyni ogłosiła konkurs na najlepszą służbę kuchenną. Ekipa, która zrobi najlepszą kolację i śniadanie dostanie nagrodę. Tylko co to będzie...? (swoją droga ciekawe czy Ania zrobiła to po to, aby zaciągnąć „Szaraków᾿ do kuchni...).
Razem z nami szli dziś nasi goście, a mianowicie brat Grzegorz Hałub, Cinek z żoną i malutką córeczką, a także siostra Basia z dziećmi (odprowadzająca a potem odwiedzająca swojego męża - przyp. webmastera :)). Niestety musieli oni wrócić do swoich obowiązków w domu bądź w pracy, ale na pewno pielgrzymują z nami duchem.

Do góry

06.08.2003 – DZIEŃ DRUGI

Dzisiaj wstaliśmy o godzinie, 5:15 (dlaczego tak wcześnie?). Spaliśmy w Czarnowie, więc do Niepokalanowa na Mszę Św. musieliśmy iść 11 kilometrów. A tak poza tym to mamy bardzo mało do przejścia, bo tylko 28 km, nawet nie ma co porównywać do dnia VIII, gdy idziemy zaledwie 39 kilometrów...
Tego dnia nasza pielgrzymkowa para – Ania i Kuba – obchodzą pierwszą rocznicę ślubu. Tak, rok temu właśnie w Niepokalanowie w naszej obecności powiedzieli sobie sakramentalne „Tak᾿. A dzisiaj wraz z nami świętują swój jubileusz. Aniu i Kubo – życzymy Wam wszystkiego najlepszego i samych słonecznych dni.
Niestety w Niepokalanowie odeszły z naszej grupy i wróciły do domu trzy osoby. Szkoda, że z różnych powodów nie mogą z nami pielgrzymować, ale widać tak już miało być. Mamy jednak nadzieje, że wspierają nas swoją modlitwą.
Po Mszy Św. udaliśmy się do Szymanowa na posiłek. Siostry Nazaretanki słyną z tego, że można u nich zjeść dużo i smacznie. I tym razem nas nie zawiodły. Jadła tam cała XXIII WAPM, a z pewnością nikt w dalszą drogę nie wyszedł głodny.
Dziś śpimy w Kolonii Miedniewickiej, więc jutro wstajemy około godziny 5:00.
Apel wieczorny odbywał się w grupach. Nasz jak zwykle zresztą był dosyć oryginalny. Najpierw były pląsy, zabawy i tańce, które nieco nas zmęczyły. Odśpiewaliśmy Apel Jasnogórski, a także kołysankę „Cichy zapada zmrok᾿. Piosenka ta stała się już tradycyjną kołysanką na dobranoc naszej grupy. Dziś jednak gitarze towarzyszył obój i flet poprzeczny, na którym kołysankę zagrała Ola vel Kojot i Zuzia.
Po apelu o zostanie poproszeni byli harcerze i harcerki. Potem nastąpiło wielkie odliczanie. W tym roku szło nas aż 109, co jest rekordem. Jest nas ponad połowa i to właśnie my w szczególny sposób tworzymy tę grupę, ponieważ pełnimy w niej większość służb. Poza tym samą obecnością sprawiamy, że ta grupa jest „inna᾿ (w dobrym znaczeniu tego słowa). Odśpiewaliśmy bratnie słowo i z nadzieją na lepszy, jutrzejszy dzień poszliśmy spać.

Do góry

07.08.2003 – DZIEŃ TRZECI

To już trzeci dzień naszej drogi na Jasna Górę. Mimo iż idziemy całe dnie czas jakoś tak szybko mija i już niebawem będziemy w Częstochowie. Być może to dlatego że siła, jaka nas jednoczy zabiera poczucie czasu i ilość przebytych kilometrów.
A teraz trochę na temat tegorocznych konferencji. Jak zawsze z resztą, za co ogromnie dziękujemy, prowadzi je ojciec Mariusz Bigiel vel Tygrys. Temat tegorocznych rozważań to miłość w rodzinie i małżeństwie, a także wzajemne stosunki pomiędzy kobietą a mężczyzną.
Np. dzisiejsza konferencja miała tytuł: „Oczekiwania kobiety i mężczyzny w stosunku do partnera᾿. Za wszystkie słowa skierowane do nas z ust brata Tygrysa serdeczne „Bóg zapłać᾿.
Z racji tego, że w naszej grupie pielgrzymują przedstawiciele różnych krajów jeden z etapów został poświęcony właśnie im. „Zagraniczni pielgrzymi᾿ opowiedzieli nam trochę o swoim kraju, a także zaśpiewali coś w języku, którego używają na co dzień.
Dziś jedliśmy obiad w Jeruzalu i właśnie tam dołączył do nas brat Rambo. Niestety obowiązki nie pozwoliły mu iść z nami od początku, ale udało mu się już dołączyć dnia trzeciego. W zasadzie to lepiej późno niż wcale.
Tego dnia nie szliśmy naprawdę tak dużo, a nawet jeżeli to nie dało się tego odczuć.
A teraz trochę informacji z medyka. Jak już wspomniałam szefową jest Asia Martynuska. Codziennie wraz z ekipą swoich medyków dba o pielgrzymów podczas drogi, a także dopieszcza ich zdrowie każdego wieczoru. Dzień w dzień, tuż po przyjściu udaje się na łowy. Szuka miejsca dla medyka, aby opatrzyć chorych. Każdego dnia przychodzi około 50 osób (przynajmniej tyle się zapisuje...) abyśmy ich wymasowali, przekłuli bąbla, położyli olej na odbicia lub zrobili coś jeszcze innego. W medyku każdego dnia jest po 11 osób, więc ekipa zmienia się co drugi dzień, bo jest nas po prostu za dużo. Niestety odwiecznym problemem jest to, że Wy Szaraki przechodzicie do nas za późno i porządkowi krzyczą, że już trzeba spać...a my jeszcze musimy to wszystko posprzątać....

Do góry

08.08.2003 – DZIEŃ CZWARTY

Niesamowite! Pobudka było o godzinie 7:00. Wiecie, co to znaczy? Że chyba po raz pierwszy jesteśmy wyspani... Spaliśmy w Nowym Dworze, czyli tam gdzie była Msza Św., więc dlatego tak późno wstaliśmy. Jednak opłacało się wczoraj iść trochę dłużej, czyż nie?
Dzisiaj przed naszymi siostrami i braćmi, którzy idą w Szarej po raz pierwszy wielkie wyzwanie. Otóż dzisiaj jest dzień Wielkiego Wiankowania. Oni jeszcze nie wiedzą, co to znaczy, ale przekonają się o tym już niebawem. Nie będzie bolało....
Nic się nie zmieniło – idziemy dalej. Idziemy, idziemy, idziemy.... dla tych, co nie mają siły małe pocieszenie – pozostało już tylko sześć dni....(cieszyć się czy płakać że tak krótko?...).
Jednym słowem mówiąc najgorsze już za nami. Kryzys dnia trzeciego został przełamany. Każdy „Szarak᾿ idzie dalej wytrwale. Dzisiaj było trochę chłodniej bo długo szliśmy przez las, a słońce jak co dzień świeciło niemiłosiernie. Ale to i tak dużo lepsze niż deszcz. Wspominając tamten grad z zeszłego roku...
Każdego dnia mówione jest coś na temat jakiejś służby. Dzisiaj na parę słów zasłużył GKS czyli Grupa Kwatermistrzów Szarej. Jak już wcześniej wspomniałam szefową jest Ania Kowalska – siostra, a nie żona Kuby. Pomaga jej Hania i Bożydar. Codziennie rano wstają wcześnie aby obudzić ekipę kuchenną i wraz z nimi robią śniadanie albo czuwają nad jego wykonaniem. Potem dobiegają do grupy, bo musieli sprzątnąć po posiłku. Na ostatnim postoju Ania zbiera zapisy do kuchni, co nie jest łatwe, bo niektóre „Szaraki᾿ dzielnie bronią się przed służbą. Ale na wszystkich jest sposób.... Za to brat Bożydar omija ostatni postój. Musi być wcześniej niż grupa, aby dowiedzieć się gdzie w stodołach są dla nas miejsca i gdzie możemy rozstawić namioty. Mimo tego iż jest wcześniej niż my na miejscu noclegu musi jeszcze wrócić do grupy, aby przekazać nam te wszystkie informacje. A potem już zostaje tylko zrobienie kolacji... Jednym słowem mówiąc nie mają łatwo.
Dziś śpimy w Księżej Woli. Ale tak wcześnie nie pójdziemy spać bo czeka nas wiankowanie.
Każdy Szarak który idzie z nami po raz pierwszy musiał zrobić sobie wianek. Każde dzieło oceniało specjalnie wyszkolone do tego Jury. Nagrody były przyznawane w trzech kategoriach: najładniejszy, najoryginalniejszy oraz z zupełnie innej beczki. W ten sposób niektórzy mieli na głowie dzieło sztuki, a niektórzy wianek z......butelek. Tuż po kolacji wszyscy zebraliśmy się w jednym miejscu. Harcerki i harcerze przyszli w mundurach. Ustawiliśmy się do poloneza bo to był taniec rozpoczynający Wielkie Wiankowanie. Po odtańczeniu poloneza, dla pierwszorocznych nastąpiła pierwsza z czterech prób. Próba ciemności. Każdy z wiankiem na głowie musiał znaleźć sobie partnera bez wianka. Ważne było aby mu ufał, ale oni chyba o tym nie wiedzieli... Oczy zawiązane mieli chustą i w całości zawierzyli się swemu partnerowi. A wszystko zależało właśnie od widzących. Mieli tak oprowadzić „niewidomych᾿ po pobliskich kniejach aby wrócili do nas cali i zdrowi. Po trwającej dobre 20 minut próbie ciemności przyszedł czas na kolejne zmagania. Ale nastąpiło teraz obrzędowe rozpalenie ogniska. Strażnikami ognia zostali zasłużeni: medyk – siostra Bober oraz porządkowy – Kazik. Gawędę opowiedział Michał, po czym nastąpił czas na próbę odwagi. Należało przeskoczyć nad ogniskiem, w wianku, aby ten nie spadł. Jednak prezenterzy próby – Daniel i Andrzej – postawili poprzeczkę dosyć wysoko ponieważ dodali fikołek tuż po skoku. Ale była także druga wersja dla trochę mniej odważnych Szaraków. Po prostu przełożenie ręki przez ognisko. Wszystkim próba się udała, po czym przystąpiliśmy do kolejnego zadania. Czas na próbę smaku. Każdy nowy Szary członek naszej grupy musiał spróbować potrawy naszych specjalnych szefów kuchni, którzy znają się na rzeczy... I tym razem nie było łatwo. Danie było dosyć oryginalne i o trochę dziwnym smaku, ale składu nie można przecież zdradzić. Jednak dla każdego przygotowano coś do osłody po tym nietypowym „posiłku᾿, a mianowicie pyszne ciasto. Po trzech próbach przyszła kolej na zwycięzców konkursu „Wianki 2003᾿. Nasze Jury wyłoniło najlepszych, którzy otrzymali upominki od przewodnika grupy. A teraz przyszedł czas na kolejną próbę. Najtrudniejszą. Próbę ognia, jak i zarówno próbę odwagi. Teraz każdemu trzeba było na czole postawić znak krzyża rozżarzonym węgielkiem z ogniska. I w ten sposób zakończyliśmy chrzest Szarych pielgrzymów. Potem odśpiewaliśmy Apel Jasnogórski, naszą kołysankę i poszliśmy spać.

Do góry

09.08.2003 – DZIEŃ PIĄTY

Dzisiejszy dzień wniósł wiele nowego do naszej grupy, bowiem to właśnie dzisiaj nastąpił podział.
Wstaliśmy o godzinie 4:30, po pięciu dniach można się już przyzwyczaić, więc niespecjalnie mieliśmy problemy z pobudką. Zjedliśmy śniadanie i znów wyruszyliśmy w drogę. Poszliśmy na Mszę Św. do Krzemienicy, po której znów stanęliśmy na pielgrzymkowym szlaku.
Właśnie w czasie tej drogi nastąpiła chwila rozłamu grupy. Brat Bożydar, mówiąc o rzeczach przez nas pozostawionych na noclegu, powiedział nam także o trzech tajemniczych postulatach. Otóż gdy poszedł sprawdzać stodoły, na drzwiach jednej z nich zauważył wbity nóż, który trzymał kartkę. Na papierze wypisane były owe postulaty: „Żądamy dłuższych noclegów! Żądamy dłuższych postojów! Żądamy krótszej drogi!᾿. Był trochę zdziwionym tym co znalazł, ale w jego głowie zrodził się pewien pomysł. Wraz z bratem Norbertem postanowili założyć grupę Ciemnoszarą. Jej główne założenie to właśnie owe trzy postulaty. A jak odróżnić Szaraka od Ciemnoszaraka? Ciemnoszarzy naszą swój znaczek na lewym ramieniu. Cóż, jednak nie wszyscy chcieli należeć do tego zgrupowania, więc powstała opozycja – Jasnoszara, która dla odróżnienia nosi znaczek na prawym ramieniu...
Wiadomo także o kolejnym stowarzyszeniu FDDC czyli Frakcji Dojścia Do Częstochowy. Jest to zgrupowanie porządkowych, jednak z pewnych źródeł wiem, że jeden brat porządkowy się wyłamuje i należy do Ciemnoszarej.... Powstała także kolejna grupa, ale już mniej rozpowszechniona i tylko nieliczni o niej wiedzieli. Jest to ugrupowanie które ma na celu zjednoczyć grupę (na razie bez skutków), a mianowicie Stowarzyszenie Jedności – SJ. Ciekawe co na to jezuici...
Jednak najprężniej działa Ciemnoszara, która to już dostaje listy od swoich wiernych fanów i członków. Niektórzy mówią że wreszcie się odnaleźli, bo Ciemnoszara powiedziała to, co oni chcieli powiedzieć od dawna, i zapewniała że założyciele nie są sami. Poza tym jedna osoba prosiła w liście o żółty ser na kanapkach... ciekawe co zrobią z tym liderzy grupy...
Dzisiaj idziemy już trochę więcej niż wczoraj bo 34 km, czyli o 7,5 km więcej. Ale i tak damy sobie radę. Śpimy tak jak każda inna grupa w Brzustowie i tam też pójdziemy na wspólny Apel, ale to dopiero po kolacji. Właśnie – kolacja! Wydarzyła się rzecz niezwykła! Jedna Ciemnoszara osoba prosiła o żółty ser i otóż jest żółty ser na kanapkach. Dzięki wielkie za starania. W końcu jak to powiedział Bożydar: „Ciemnoszara rządzi, Ciemnoszara radzi, Ciemnoszara nigdy was nie zdradzi᾿.

Do góry

10.08.2003 – DZIEŃ SZÓSTY

Niestety spaliśmy w środku Brzustowa dlatego też wstaliśmy o 5:20, a nie godzinę później. Dzisiejsza Msza Św. odbywała się w Smardzewickim Sanktuarium i była dosyć późno bo o godzinie 10:00. Tuż po Mszy udaliśmy się na nasz najkrótszy pielgrzymkowy odcinek, bo tylko 100 metrów do szkoły na posiłek. Tak oto w prosty i przyjemny sposób spędziliśmy w Smardzewicach 3,5 godziny. W końcu pielgrzymi też muszą kiedyś odpoczywać...
Dzisiaj mamy pewnego rodzaju święto w naszej grupie, ponieważ nasz przewodnik ojciec Wawrzyniec ma imieniny. Wszystkiego najlepszego, drogi Szary przewodniku! Zaśpiewaliśmy mu parę wersji „Sto lat᾿, podczas gdy on poczęstował nas cukierkami.
Podczas drogi rozgorzała dyskusja na temat muzyki kościelnej i doszło do tego, że podczas pięciokilometrowego odcinka drogi nie wszyscy (co chcieli oczywiście) zdążyli wypowiedzieć swoje zdanie. Tak to jest podać jakiś temat muzykom Szarej...
A teraz parę informacji od brat Grzesia – szefa porządkowych. Z racji tego że siostry nie mogą być porządkowymi (niektóre z nich bardzo tego żałują), porządkowi znaleźli dla sióstr idealną funkcję. Otóż można było zostać duchową porządkową. Sióstr takowych mogło być dziewięć – to jest tyle co braci porządkowych. Aby zostać taką siostrą najpierw trzeba było podpisać regulamin. A co w nim było? Otóż zasady są takie: duchowa siostra porządkowa wybiera sobie brata za którego będzie się modliła oraz któremu będzie spełniała dobre uczynki, ale tak aby on o tym nie wiedział; musi też dbać o to by nasza porządkowa brać była uśmiechnięta, a także miała za zadanie propagować ideę porządku w grupie. Sióstr takich było sześć (chyba) i uważam że dobrze sprawdziły się w swojej roli. Oby więcej tak dobrych pomysłów, kochani porządkowi.
Parę dni temu dojechało do nas małżeństwo - Magda i Norbert. Ale niestety nie mogą z nami zostać do końca, dlatego też dzisiaj nadszedł czas rozstania. Jednak zdarzyła się rzecz niezwykła. Z racji tego że oboje są w Ciemnoszarej, jak to powiedział brat Norbert, grupa ta na nich tak podziałała że postanowili zostać do końca. Cóż, należy tylko podziwiać wielkie oddanie temu w co się wierzy...
W tym roku został ogłoszony przez Grzesia konkurs na „Złotą Tubę 2003᾿. Otóż od początku pielgrzymki porządkowi spisywali braci, którzy nieśli na danym etapie tubę. Wygrywał ten brat, który przez najwięcej odcinków niósł tubę albo wzmacniacz. Rywalizacja była zacięta, bo który z braci nie chciałby otrzymać tytułu „Złotego Brata Tubatego 2003᾿? Ciekawe tylko czy nagrodą będzie możliwość przechowania tub do następnej pielgrzymki...
Każdego dnia modlitwę wieczorną prowadzi Filip. Jest on jednym z nowicjuszy, który w Szarej idzie z nami po raz pierwszy. Także on każdego dnia, tuż przed przyjściem na nocleg opowiada nam bajeczki na dobranoc. Utrzymane są one w atmosferze chińskiej. Wszystko dzieje się w Chinach, a postaci występujące w tekstach autorstwa Filipa są z tamtego kraju. Jednak bajeczki nie są takimi zwykłymi bajeczkami. Każda z nich ma jakiś ukryty sens, który nie jest wcale tak łatwo odnaleźć. Niektóre z nich kończą się w nietypowych momentach i każdy sam układa sobie ich zakończenie. Za wszystkie bajki dziękujemy Ci Filipie i mamy nadzieję że w przyszłym roku usłyszymy kolejne chińskie bajki.
Dzisiaj także szliśmy trasą która łącznie zajęła mniej niż 30 km. Dlatego też mogliśmy pozwolić sobie na dłuższy wieczorny apel. Jak zwykle gdy mamy Apel we własnej grupie to nie kończy się on na odśpiewaniu Apelu Jasnogórskiego. Dzisiaj znowu była bardzo dużo śmiechu (i dobrze, bo śmiech to zdrowie). Na samym początku były zabawy prowadzone kolejno przez ojca Gutka, Marka oraz siostrę nazaretankę Ilonę. Trzeba było współpracować całą grupą, bo inaczej nic by z tego nie wyszło, ale nam się udało. Odśpiewaliśmy Apel, posłuchaliśmy kołysanki wykonanej przez nasz zespół i udaliśmy się na zasłużony spoczynek. Wszyscy prócz medyka, bo ten dzielnie przebijał nasze bąble...

Do góry

11.08.2003 – DZIEŃ SIÓDMY

No cóż zostały nam już tylko cztery dni.
W końcu wypadałoby napisać parę słów o naszych jezuitach. W tym roku idzie ich dziewięciu (coraz lepiej...). Wawrzyniec Grotek, który w tym roku miał święcenia kapłańskie, jak już wcześniej wspomniałam jest naszym przewodnikiem. I to już nie pierwszy raz. Tutaj była jego pielgrzymkowa, prymicyjna Msza Święta i skończyło się jak zwykle lataniem...
Idzie z nami także Czester, dla nie wtajemniczonych jest to ojciec Czesław Sobolewski. Można go było zawsze znaleźć na końcu grupy, bo cały czas kogoś spowiadał, dlatego też należy mu się tytuł Głównego Spowiednika Szarych. Kolejną postacią jest hm. Michał Gutkowski HR. Nie idzie tylko jako ksiądz, ale także jako harcerz. Pielgrzymuje z nami co roku, bo to w końcu on założył tę grupę. Razem z nami pielgrzymuje także Tygrys, czyli po prostu ojciec Mariusz Bigiel grupowy konferencjonista. Nowością jest jednak że po raz pierwszy na pielgrzymce założył mundur harcerski, z jakże pięknymi pomarańczowymi wywijkami... Idzie także Remigiusz Kalski, który przyjechał do nas z Londynu. Każdy podziwia jego piękną, oryginalną i jedyną w swoim rodzaju skórzaną stułę. Naprawdę jest na co popatrzeć. Pielgrzymi trud dzieli z nami także Rafał Kobyliński. Skończył on Akademię Muzyczną więc zasila nasz zespół. Codziennie swoim pięknie wyćwiczonym głosem śpiewa nam także Godzinki. A teraz przyszła pora aby powiedzieć parę słów na temat naszych nowicjuszy. Jest ich trzech i każdy z nich idzie z nami po raz pierwszy. Czas przedstawić Rafała Hermaszewskiego, Michała Masłowskiego i Filipa Klepackiego.
Należy także powiedzieć kilka słów na temat naszego pielgrzymkowo-grupowego biura. W tym roku szefami, jak i jedynymi członkami jest Kinia i Andrzej. Ich praca nie zaczęła się 5 sierpnia, ale dużo wcześniej. Już w lipcu prowadzili zapisy, za co ogromnie dziękujemy. Ponadto podczas naszej drogi cały czas dopisują nowo przybyłych pielgrzymów, rozdają znaczki, koszulki. Stworzyli także swoją biurową czarną listę tych co nie oddali zgody na uczestnictwo w pielgrzymce (mówimy o niepełnoletnich rzecz jasna). Codziennie po przyjściu na nocleg czekają 20 minut na Szarych którzy się jeszcze nie zapisali. Cóż biuro to tylko papierkowa robota...
Dzisiejszego dnia przeszliśmy 36 kilometrów, co jest dosyć pokaźną liczbą. A do Jasnej Góry pozostało nam już około 77 kilometrów. Niektórzy przeżywają tak zwany kryzys dnia siódmego (są dwa: dnia trzeciego i dnia siódmego), niech się nie przejmują. Będzie dobrze. A ci których bolą już nogi od nadmiaru kilometrów nich się cieszą że nie idą z Helu, bo stamtąd jest o 334 kilometry więcej....

Do góry

12.08.2003 – DZIEŃ ÓSMY

Dzisiaj mamy najdłuższy odcinek, bo aż 39 kilometrów. Jednak z poufnych źródeł wiem, że to jest około 45. I komu mamy wierzyć...?
Teraz może znów powiem kilka słów na temat dbających o nasze bezpieczeństwo, czyli porządkowych. Cóż w tym roku do braci porządkowej zostały przyjęte dwie nowe twarze. Mówię tu oczywiście o Kaziku Przeszowskim przyjętym do braci drugiego dnia i Grześku Skrzeczyńskim, który został przechrzczony dnia siódmego. Być bratem porządkowym nie jest łatwo, ale sprostać wymaganiom egzaminu jest jeszcze trudniej, ale im się udało. Główne zadanie egzaminu to przewieźć na plecach Wielkiego Muła i to w dosłownym tego słowa znaczeniu. Każdy z nich musiał nosić (a raczej biegać) z nim na plecach od początku do tyłu grupy i z powrotem. Cóż, chyba musieli się trochę zmęczyć...
Niektórzy porządkowi na tej funkcji idą z nami po raz kolejny a niektórzy po raz pierwszy spójrzmy jak przedstawia się ranking. Na pierwszym miejscu widzimy Grzesia – Wielkiego Muła już czwarty raz porządkowym, może właśnie dlatego został ich szefem. Zaraz po nim jest brat Jasiek, Tadeusz, Paweł i Dąbal – porządkowi po raz trzeci. Z nimi są Daniel, Mirek, Pszczoła (Piotrek) po raz drugi. Zaś pierwszoroczniakami są Maciek, Kazik i Grzesiek. Czy im się jeszcze nie znudziło to machanie chorągiewkami...?
Już ósmy dzień naszej drogi ku Maryi. Może właśnie dzisiaj warto zadać sobie pytanie po co tak naprawdę poszliśmy na tę pielgrzymkę. Może po raz pierwszy, a może chodzimy już od wielu lat. Ale po co? Czy tylko po to aby spotkać przyjaciół, poznać nowych ludzi, zobaczyć jak to jest iść przez kolejne dziesięć dni? Czy my w ogóle po to tutaj przyszliśmy? A może nudzą się już nam codzienne modlitwy, konferencje, rozważania? Nie. My nie przyszliśmy na pielgrzymkę, my idziemy w pielgrzymce. Idziemy do Boga, chcemy przez te dziesięć dni być jak najbliżej Niego. Nie poszliśmy na pielgrzymkę dla innych, dlatego że to oni mieli na nas wpływ, oni nas namówili. Przyszliśmy tutaj dla siebie i dla Boga. Aby być coraz bliżej Niego.
Ale dla nas, szczególnie harcerzy, pielgrzymka jest także pewnym rodzajem służby. Nie znaczy to tylko tyle że jesteśmy w różnych służbach medycznych, porządkowych, kwatermistrzowskich. Ale tyle że codziennie rano ktoś musi wstać wcześniej i zrobić nam kanapki, ktoś po pielgrzymce musi poświęcić swój czas i pomóc Centrum w układaniu leków. Ale służymy innym ludziom także podczas drogi. Pomagamy nieść wodę dla medyka, pocieszamy innych dobrym słowem, rozmową, pomagamy nieść plecak...

Do góry

13.08.2003 – DZIEŃ DZIEWIĄTY

To właśnie dziś jest słynna Msza w Garnku. Dziś część z nas przyjmie szkaplerz karmelitański, a część duchowo zaadoptuje dziecko. Także dziś odłączy się od nas wojsko.
To już ostatni dzień tak długiej i trudnej drogi, ostatni apel, ostatnia poczta pielgrzymkowa. Już jutro będziemy na Jasnej Górze. Sprawmy aby ten dzień był wyjątkowy. Na pewno tak będzie.
A teraz parę słów jezuity Filipa na temat pielgrzymki:
„- Pielgrzymka zaczęła się dla mnie dobre kilka miesięcy przed oficjalnym jej rozpoczęciem 5 sierpnia. Najpierw była krótka rozmowa z o. Michałem Gutkowskim, który chciał bym na tę pielgrzymkę poszedł. Potem oczekiwanie na „dyspozycje wakacyjne᾿ w nowicjacie, aż w końcu przyjazd do Warszawy i pomoc przy zapisach: poznawanie ludzi, z którymi pójdę, wchodzenie w atmosferę grupy. Co było dla mnie najcenniejsze? Spotkanie z ludźmi, którzy w swoim życiu zaczęli poważnie wybierać. Uczciwe życie, wiarę, miłość, harcerstwo. Ich autentyczność – z wszystkimi cieniami i blaskami. Z całym poszukiwaniem i całą swoją nadzieją. Z pytaniami i z bezsilnością. Z radością i optymizmem. W ten sposób drugi człowiek stawał się drogą do spotkania z Tym, który działa w człowieku i przez niego. To możliwość budowania wspólnoty: w drodze, na modlitwie, przy robieniu kanapek, w śpiewie, przy kłuciu bąbli. Dla mnie dodatkowym ważnym wydarzeniem była możliwość współpracy z moimi braćmi i siostrami w powołaniu, poznanie ich, wymiana doświadczeń.᾿
Dzisiaj jak nakazuje stara tradycja Grupy Szarej po Mszy w Garnku, bracia budowali wieżę. W tym roku wyszło to dość dziwnie, ale zawsze jakoś wyszło. Siostry wcale nie chciał być gorsze od braci jednak nie zdradziły tego od razu. Dopiero na kolejnym postoju skrzyknęły się i wybudowały wieżę. Ta była profesjonalna: szybko zbudowana, ze znaczkiem na szczycie. Ale oczywiście jak każda wieża budowana z ludzi musiała się szybko rozpaść...ale cieszmy się tym że w ogóle była. Męska część grupy rozpoczęła swoją zabawę w.... słonia. Tak, tak w słonia. Jednemu nawet udał się przejść 10 kroków. Zaś my, jako delikatne kobiety bawiłyśmy się w stonogę...
Dzisiaj także jeden z Szarych braci specjalnymi względami załużył sobie na tytuł „Przyjaciela medyka᾿. Mowa tu oczywiście o bracie Zmulancie, który cały czas pomagał nosić wodę, flagę. Za wszystko w imieniu medyka serdecznie dziękuję.
Droga minęła niesamowicie szybko. Ale wiele się wydarzyło. Rozwiązano grupę Ciemnoszarą, bo przecież do Częstochowy musimy wejść jako jedność. Nastał wieczór, a wraz z nim ostatnia kolacja. A na niej słodki poczęstunek i świętowanie urodzin Norberta (wszystkiego najlepszego!). A zaraz potem ostatni grupowy apel w tym składzie. I teraz nastąpił czas zabawy. Najpierw były zamki i królewny ojca Mariusza, a potem kilka pląsów. Nadszedł czas na podziękowania. Wszystkim służbom serdecznie dziękujemy za trud włożony w tę pielgrzymkę. Potem podrzucano wszystkich szefów, księży, przewodników i osoby zasłużone. Nadszedł także czas na rozstrzygnięcie zmagań w konkursach pielgrzymkowych. „Kuchnią 2003᾿ okazała się służba kuchenna z dnia pierwszego. Gratulujemy!
A teraz czas na „Złotego Tubiarza 2003᾿. Uwaga, uwaga! Konkurs ten wygrał brat Piotrek Biadun który nosił głośniki lub wzmacniacz przez 18 tuboetapów. Na drugi miejscu stanęli bracia Jan Biczyk i Mikra. Cóż do następnego roku tuby są wasze...
To już jest prawie koniec. Został już tylko jutrzejszy dzień, 12 km, potem Jasna Góra. I tak dobiega końca czas XXIII WAPM. Wydawałoby się że dziesięć dni drogi będą wlekły się w nieskończoność, ale nie, przeliczyliśmy się, minęło szybko.

Do góry

14.08.2003 – DZIEŃ DZIESIĄTY

Dzisiaj dotarliśmy na Jasną Górę. Pokłoniliśmy się przed Najświętszą Maryją Panną. Zanieśliśmy swoje intencje przed Cudowny Obraz, dziękując że doszliśmy.
Na postoju w Mirowie była sesja zdjęciowa. Środowiskami, jako harcerze i harcerki. Dopiero na Jasnej Górze, jak nakazuje niepisana tradycja, zrobiliśmy sobie zdjęcia całej grupy. Potem poszliśmy do ogrodów Jezuitów, aby tam zjeść ciepłą zupkę, umyć się, a przede wszystkim odpocząć...
Wydawałoby się, że „to już jest koniec, nie ma już nic...᾿, ale jednak nie. Mimo iż to koniec pozostało bardzo wiele. Przede wszystkim nasza umocniona wiara w Boga. Ludzie z Grupy Szarej od tego czasu są częścią naszego życia. Przez te dziesięć wspólnie spędzonych dni, w trudach drogi, dobrym słowem dali nam także wiarę w to, że „jeszcze można dobrym być, jeszcze można zmieniać świat᾿. Pozostały jeszcze wspomnienia, przyjaźnie, niekończące się rozmowy. Wrócimy do domu, ale zawsze będziemy pamiętać to, co wydarzyło się przez te dziesięć sierpniowych dni. Na jak długo wystarczy nam ta pielgrzymka? Czy pójdziemy jeszcze raz? Na razie nie można odpowiedzieć na te pytania, ale zadajmy je sobie czwartego sierpnia 2004. Niektórzy mówią, że dziesięć dni to za krótko, ale gdyby było dłużej nie byłoby do czego tęsknić, nikt nie miałby ochoty pójść kolejny raz. Tak jest dobrze i niech tak zostanie.
„Owoce pielgrzymki przychodzą później. W przyjaźniach, w pogłębionej modlitwie, w lepszej relacji z Maryją. I zostaje jeszcze pewien smak w ustach, pewien zapach w nozdrzach i dźwięk w uszach. Coś czego się nie zapomina tak łatwo. Co pcha, by pójść znów. Sam nie wiem dlaczego.᾿


„Żebym był jak pielgrzym, co się w drodze trudzi. Przy blaskach gromu.᾿
Juliusz Słowacki


P.S.: Podziękowania dla Filipa, który napisał parę słów do kroniki.
Asia

Do góry

Serwis szara.jezuici.pl korzysta z plików cookie. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce. Poznaj szczegóły polityki cookies. Zamknij