DZIENNIK UCZESTNIKA 28 WAPM NA JASNĄ GÓRĘ

5 sierpnia 2008 r., dzień I, wtorek;

4.45 Dzień rozpoczęcia pielgrzymki. Patrzę przez okno, pogoda wydaję się być obiecująca. Wschód słońca w Warszawie ma swój urok, który silnie wpływa na duszę sentymentalisty. Jestem kilka dni w Warszawie a już zdążyłem pokochać Plac Zamkowy, zwłaszcza drogę prowadzącą od kościoła oo. jezuitów przez ul. świętojańską w stronę kościoła św. Anny. Chyba najbardziej zapamiętałem pucybuta na ulicy, który widząc mnie w sutannie wołał: „Viva Papa!᾿. Jego usługi chyba nie cieszą się dobrym powodzeniem, rzadko widywałem u niego klientów, za to nigdy nie znikał z jego ust uśmiech. Najpiękniejszą rzeczą w Warszawie jest jednak zachód słońca stojąc w okolicy kolumny Zygmunta patrząc się w stronę murów zamkowych. To był niezapomniany, bardzo malowniczy widok.
Myśl o opuszczeniu Warszawy nie napawała mnie dobrym humorem, było mi trochę żal, że nie zdążyłem zwiedzić wszystkich ciekawych miejsc. Z takim to lekkim przygnębieniem poszedłem na Mszę św. do kościoła św. Anny rozpoczynającą 28 WAPM. Celebrował ją abp. Kazimierz Nycz.
Po Eucharystii, mieliśmy jeszcze trochę czasu na ostateczne przygotowania. Grupy zaczęły się formować. Szara miała wyjść o godzinie 7.26. Przewodnik – sch. Paweł Kowalski SJ wziął do ręki mikrofon i zawołał z uśmiechem: „Szara poszła!᾿. Przy wyjściu pozdrawiali nas abp. Kazimierz, główny przewodnik WAPMu ks. Bogdan Bartołd oraz mieszkańcy Warszawy.
9.05 Pierwszy postój. Właśnie poznałem najmłodszego uczestnika grupy – dziesięcioletniego zucha, Stefana. Towarzyszy mu starsza siostra. Około pięćdziesiąt procent grupy stanowią harcerze, grupa stosunkowo młoda, chociaż są też i starsi uczestnicy, co mnie bardzo cieszy. Atutem Szarej jest różnorodność.
Grupa Szara idzie po raz dziesiąty i tylko jedna osoba była na każdej, nawet wstąpienie do zakonu nie przeszkodziło mu uczestniczyć kolejny raz w pielgrzymce. Mam na myśli now. Pawła Buckiego. Zapał godny podziwu. Mam taką cichą nadzieję, że będzie co roku poprawiał ten wynik. Mówi się o nim: „Człowiek – legenda Szarej᾿. Coś w tym jest…
Odpoczywamy na osiedlu górczewskim. Każdy zrzucił już z siebie zbędny balast i usiadł na trawie. Wszyscy jezuici w kupie – o. Czesiek Sobolewski, o. Michał Gutkowski, przewodnik Paweł, człowiek – legenda Paweł, sch. Irek Trojan z Krakowa, nowicjusze – Przemek Panicz, Boguś Rębacz, Krystian Mółka i ja. Towarzyszy nam siostra urszulanka, s. Małgorzata Bałer.
11.00 Przybyliśmy do Babic Starych. Tutaj, przy kościele parafialnym, mieszkańcy poczęstowali nas ciastem i owocami. Wzruszająca gościnność. Przewodnik trochę za daleko poszedł, także pierwsza wpadka w tym roku. Właśnie poznałem jednego z uczestników, Amerykanina, ma na imię Patric. Pochodzi z Malty, pracuję w ambasadzie. Sympatyczny człowiek, głęboko wierzący. Mówi, że podczas pielgrzymki dodaje mu sił intencja z która idzie na Jasną Górę.
13.10 Borzęcin Duży. Odpoczywamy w jakimś sadzie, rozmyślają o właśnie skończonej konferencji Chestera na temat spowiedzi św. i ufności do Boga. Tutaj jemy posiłek.
Odwiedził nas Zbyszek, scholastyk z Krakowa – duszpasterz Grupy Specjalnej, odpowiedzialnej za bezpieczeństwo pielgrzymów. Rozbawił mnie jeden z księży, który ma na sutannie, na plecach narysowaną kredą twarzyczkę z uśmiechem.
15.15 Zaborów. Siedzimy pod drzewami. Lekko pada. Dzwony parafialne dzwonią na powitanie pielgrzymów. Obawiałem się tego, że pogoda zacznie się psuć. Wygląda na to, że będzie coraz gorzej. Sutanny suszą się na drzewach. Kilka chwil temu odmówiliśmy różaniec. Ten Zaborów to ciekawe miejsce, dzwony dzwonią, a ani śladu mieszkańców, jakby było opuszczone.
15 min później – właśnie jedna parafianka przyniosła nam zimnej kawy zbożowej. Nigdy nie przypuszczałem, że kawa może tak dobrze smakować.
17.00 Leszno. Postój znowu przy kościele. Tutaj widać wyraźnie solidną grupę odpoczywającą , głównie żołnierze – jednostki wojskowe z Polski, Niemiec, USA, Słowacji, Litwy. Przywitali nas przy bramie wejściowej placu kościelnego.
Od tego momentu nowicjusze zaczęli nosić tuby – pierwszy był PKP (Przemek Kamil Panicz). Poznałem drugiego najmłodszego uczestnika Szarej – jedenastoletniego Kubę. Także zuch, tyle, że mieszkający w Halifax, w Anglii.
19.50 Czarnów. Tutaj nocujemy. Mieszkamy w ogromnej stodole, bardzo zakurzonej. Posłanie mam na jakiś drewnianych platformach. Nade mną kilka ton otrębów w workach. Po lewej mam przewodnika, po prawej Ursus C360. Gdzieś w pobliżu mnie usadowił się Krystian i Irek. Część osób w stodole czyta jezuickie gazety. W rogu słychać głosy naszych najmłodszych. A nade mną śpi Klemens. Na zewnątrz jest pochmurno i wieje wiatr. W takich warunkach wziąłem kąpiel pod lodowatym prysznicem (czyt. szlaufem).
20.24 Na terenie rozległego gospodarstwa jest rozbitych około dziesięciu namiotów. Przy wejściu do stodoły kilku z naszych braci i sióstr przygotowują kolację. Dziś w menu kanapki i herbata. Jesteśmy wyjątkową grupą, która wspólnie spożywa posiłki.

Do góry

6 sierpnia 2008 r., dzień II, środa;

5.55 Budzący im monotonnym głosem obudził nas o 5.10. Jest dosyć zimno, pierwsza noc uznana jako ciężka, posłanie niewygodne i przez większość nocy pies nieznośnie szczekał. Wredny kundel! Budziłem się kilka razy w nocy albo przez psa, albo przez chrapanie. Naliczyłem się siedem, może osiem głosów chrapiących. W tym momencie, kiedy to piszę, przygotowywane jest śniadanie.
8.04 Bartków. Wreszcie zdobyłem ciepłą, prawdziwą kawę. Do tego słodkie ciasto francuskie z jabłkami. Mieszkańcy bardzo gościnni, częstują nas plackami, naleśnikami, różnymi napojami, kanapkami i zupą. Usadowiłem się pod drzewem na placu w okolicy kościoła pod wezwaniem św. Bartłomieja. Dzięki posiłkowi nabraliśmy sił w dalszą drogę.
9.15 Niepokalanów, potężny kompleks religijny. Przybyliśmy tu pierwsi, nie przypadkiem. Szara jest dzisiaj grupą wiodącą, obok znaczka idzie krzyż. W Niepokalanowie znajduje się piękna świątynia – bazylika mniejsza, tytuł nadany przez JPII w 1980 r. Architektura podobna do neogotyku, lecz wykończenie jest nowoczesne. Duża ilość marmuru z pięknymi drewnianymi ławkami. W centrum prezbiterium Matka Boża. Na zapleczu świątyni doskonale przygotowane miejsce do odprawienia Mszy św. polowej. Tam właśnie uczestniczyliśmy. Gospodarzami są franciszkanie konwentualni. Czarny habit z kapturem biały sznur z trzema węzłami. We Mszy św. uczestniczy także wojsko, najbardziej widoczne jest orkiestra wojskowa dbająca o oprawę muzyczną Eucharystii. Celebrował prymas ks. kard. Józef Glemp. Jego eminencja udzielił ślubu Małgorzacie i Mariuszowi.
Do grupy dołączyła Asia Kacprzycka z uśmiechniętą twarzą i na szczęście wyleczona nogą. Miała nieprzyjemny wypadek w czasie zapisów.
13.45 Od 20 min jesteśmy w Szymanowie, gdzie spożywamy posiłek.
17.26 Pałac w Guzowie. Przepiękne miejsce, zwłaszcza tutejsze ogrody. Gospodarzem naszym jest proboszcz interesujący się sztuką, dba i odnawia znajdujący się tutaj pałac. Od jednego franciszkanina dowiedziałem się, że w Guzowie była jedna z pierwszych cukierni w Polsce. Bardzo ciekawe miejsce.
19.00 Przybyliśmy do miejsca noclegu – Miedniewice. Przeraża mnie myśl o jutrzejszej pobudce o 4.40. Poranki są takie zimne…

Do góry

7 sierpnia 2008 r., dzień III, czwartek;

8.02 Zakończyła się właśnie Msza św. celebrowana przez ks. bp. Zawitkowskiego. Ciekawe kazanie o wierze, okraszone własnymi świadectwami z życia. O oprawę muzyczną zadbała grupa Szara. Jest dosyć zimno. Na placu przed świątynią ciasno. Biskupowi podobała się nasza muzyka, dwukrotnie poprosił o powtórzenie granej pieśni. Paweł spontanicznie podarował ks. biskupowi nasz śpiewnik.
11.30 Bartniki. Gościnnie przyjęci nas zmartwychwstańcy – znajduje się tutaj ich nowicjat. Ciężko się idzie, jest gorąco i duszno.
15.45 Jeruzal. Spożywamy obiad. Piekielnie gorąco. Droga tutaj prowadząca obfitująca w piasek, dlaczego kroczenie w sandałach jest uciążliwe. Nowicjusz Boguś ma dzisiaj urodziny.
18.15 Przybyliśmy do Nowego Dworu. Bardzo dobre warunki, dużo miejsca w stodole, gospodarzę nie szczędzą wody, a ja z Krystianem i Klemensem na przyczepie. Przy każdym ruchu obudowa przyczepy niesamowicie trzeszczy. Mamy dosyć sporo czasu do kolacji. Śpimy do 6.30 czyli jest to jeden z przyjemniejszych wieczorów. Na dodatek jest dzisiaj dzień tzw. „wiankowania᾿ czyli oficjalnego przyjęcia „kotów᾿ do Szarej. Musiałem spędzić kilkanaście minut na przygotowanie sobie wianka. Nigdy wcześniej czegoś podobnego nie robiłem, co było widać po nieforemnym krzaku na mojej głowie. Ale na szczęście znaleźli się tacy, którzy byli bardziej podobni do stracha na wróble niż ja. Pocieszające…

Do góry

8 sierpnia 2008 r., dzień IV, piątek;

6.15 Jeden z nielicznych dni, w którym pobudka była o rozsądnej godzinie.
Wczoraj wieczorem było oficjalne przyjęcie do grupy. Taka inicjacja charakteryzuję Szarą, myślę, że ze względu na duży procent harcerzy. Wrażenia z zeszłego wieczoru są niezapomniane i nie chce za bardzo tego opisywać. Chce podziękować osobie, której musiałem zaufać podczas prowadzenia na ślepo przez gąszcze Nowego Dworu – Agnieszce. To było ciekawe doświadczenie – ufać „ślepo᾿ dziewczynie �
11.15 Las za Rossochą. Delikatnie się zachmurzyło, o wiele lepiej się idzie. Irek zaczął śpiewać godzinki i dostał w nagrodę nutkę od muzycznych.
Dzisiaj św. Dominika, święto patronalne dominikanów, a co za tym idzie grupy biało-czarnej.
Na drodze dużo pyłu, trzeba było użyć chusty na twarz.
13.05 Jesteśmy w miejscowości o ciekawej nazwie – Skoczykłody. Spożywamy tutaj posiłek, dosyć nietypowo bo w rowie koło drogi. Podejrzewam, że zaraz zacznie padać.
16.02 Las przed Bylinami. Zaraz po rozpoczęciu tego odcinka zaczęło obficie padać. Do tego wiał silny wiatr i droga stała się nieprzyjemna. Zacząłem przeciekać i było mi zimno, zresztą podejrzewam, że nie tylko mi. Dzięki Bogu po niedługim czasie przestało całkowicie padać. Teraz zaczęliśmy doceniać deszcz, który zwilżył drogę pokrytą piaskiem. Ciężko jest mi sobie wyobrazić pokonać ten odcinek w upale. To była lekcja ufności w Opatrzność Bożą.
20.20 Zakończenie dnia czwartego w Stanisławowie Lipskim. Tutaj zostaliśmy przyjęci przez najgościnniejszą rodzinę na trasie. Pierwszy raz miałem okazję zjeść kolację na gorąco. Bigosu było pod dostatkiem. Do tego drożdżówka. Kiedy im dziękowałem za tak boże przyjęcie sprawiali wrażenie, jakby to było ich chrześcijańskim obowiązkiem. Mam nadzieję, że ci ludzie zdają sobie sprawę jak wielkie świadectwo dali przed nami.
Nasza grupa przygotowuje się do prowadzenia Apelu Jasnogórskiego. Harcerze ubrani w stroje galowe, jezuici w suknie, a reszta… ciepło.

Do góry

9 sierpnia 2008 r., dzień V, sobota;

9.30 Chcę coś jeszcze napisać o wczorajszym wieczorze. Przygotowujący kolację popisali się kreatywnością i ułożyli z kanapek kolorystyczny napis SZARA i schemat naszej grupy, począwszy od znaczka /ketchup/, poprzez tuby /kanapki z dżemem/, porządkowych /kanapki z ketchupem/, skończywszy na kapłanach z tyłu /kanapki z pasztetem/.
Na wczorajszym Apelu Jasnogórskim towarzyszyła nam grupa zielona, zresztą najliczniejsza, prowadzona przez salwatorianów. W grupie znajduje się dwóch neoprezbiterów, którzy mają moc szczególnego błogosławieństwa prymicyjnego. Takież otrzymaliśmy. Trochę to trwało, gdyż błogosławieństwo prymicyjne wymaga nałożenia rąk nad każdym z błogosławionych z osobna.
Po Apelu udaliśmy się na spoczynek. Ja z Krystianem pierwszy raz rozbiliśmy swój namiot i nie przypuszczałem, że jest aż w tak złym stanie. Przy początkowym rozkładaniu stwierdziliśmy, że mamy za dużo części… ale nie było tropika. Naciągaliśmy go przypadkowo znalezionymi sznurkami i wieczorem modliliśmy się żarliwie o noc bez opadów. Podejrzewam, że nie był szczelny. Zresztą z tak starymi śledziami to byśmy chyba popłynęli w deszczową noc. Ale przynajmniej było wesoło na polu namiotowym braci. Każdy kto przechodził zażartował z naszego namiotu, jeśli nie wprost to przy okazji… �
Pobudka o 5.50. Wieje wiatr i niebo zachmurzone. Przygotowujemy się do Eucharystii w kościele w Czerniewicach.
10.00 Czerniewice, c. d. trasy. Zostaliśmy bardzo gościnnie przyjęci przez mieszkańców. Sporo jedzenia, starczy dla wszystkich. Salwatiorianin z grupy czerwonej celebrował Mszę św.
Na tym odcinku przewodzimy. Adam trzyma z godnością krzyż. Szara rozpoczęła belgijskiego, zielona – menueta. W lasku, w którym odpoczywamy zrobiło się gwarno.
13.15 Odpoczywam na mchu w lesie sosnowym za Szczurkiem. Gdzieniegdzie rosną krzaczki borówki. Pogoda idealna do pieszej pielgrzymki, wieje delikatny wiatr, słońce nie przypieka. Jedynym minusem jest piasek na drodze. W tym momencie zauważyłem, że obsiadły mnie mrówki…

Do góry

10 sierpnia 2008 r., dzień VI, niedziela;

6.05 Brzustów. Noce tutaj są dosyć chłodne. Trzeba się ciepło okrywać.
Wczoraj Apel Jasnogórski prowadziła grupa czerwona. Atrakcją wieczoru był porządkowy, który bardzo solidnie wykonywał swoją funkcje. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że porządkowy miał około dziesięciu lat.
Wczoraj opuścił nas Klemens, musiał wracać do Halifax na jakiś kurs.
Na odcinku mieliśmy mały incydent z jednym nieposłusznym pielgrzymem, który nieprzepisowo wymijał kolumnę po lewej stronie. Jest to niebezpieczne, gdyż jadący naprzeciwko samochód mógłby potrącić delikwenta. Kudłaty skutecznie mu to uświadomił.
9.30 Przygotowujemy się do Mszy św. w Smardzewicach. Podejrzewam, że klasztor obok kościoła należy do franciszkanów konwentualnych, gdyż obok bramy głównej stoją czarni braciszkowie gotowych do pomocy pielgrzymom. Nie mają węzłów na sznurach, podejrzewam, że nowicjusze. Zaraz się dowiem szczegółów…
Tak, miałem rację, franciszkanie mają tutaj roczny nowicjat, wcześniej rok postulatu w yodzi. Zdziwili się, że nowicjusz jezuitów może wychodzić poza teren klasztoru. To są różnice charyzmatów. Jest jeden w szarym habicie, z Rosji.
Siedzimy z Bogdanem niedaleko ołtarza, otoczeni przez grupę zieloną – wszędzie ich pełno. Wygląda na to, że Mszę św. będzie celebrował biskup, gdyż obok ołtarza stoją dwaj ministranci z welonami do trzymania mitry i pastorału.
13.00 Posiłek w Twardej. Jest gorąco. Jedna grupa tańczy menueta, a my się grzejemy na słońcu w sadzie.
14.30 Las koło Julianowa. Wygodnie się siedzi na suchym mchu i w cieniu. Jest jedno miejsce, w którym mieszkańcy układają pewien znak dla pielgrzymów. W tym roku był to krzyż z kwiatów i mchu, a w środku krzyża twarz bolesna Jezusa, nad nią serce Matki Bożej. Bardzo piękny gest ze strony gospodarzy.
19.00 Strzelce. O. Sławek Patalan udzielił nam konferencji na temat powołania, które wywołało poruszenie w naszej grupie……….. Brat Tomek powiedział kilka słów o powołaniu do małżeństwa na podstawie świadectwa z własnego życia.
Bardzo mnie zaciekawiła podkoszulka jednej z sióstr, chyba ma na imię Ula. Na koszulce widnieje napis „ The fellowship of the rosary᾿. Interesujące…
Dzisiaj Sanhedryn (czyli grupa najstarszych uczestników Szarej) przygotowuje kolacje. Czyżby ciepły posiłek?

Do góry

11 sierpnia 2008 r., dzień VII, poniedziałek;

7.55 Sulejów. Wczoraj wieczorem o. Sławek poprowadził Apel Jasnogórski, styl podobny do modlitw charyzmatycznych. Interesujący wieczór. Kudłaty miał małą przygodę za studnią gospodarzy, na szczęście Czesiek zachował zimną krew i załagodził sytuację.
Rano Mszę św. celebrował ks. bp. Ireneusz Pękalski.
12.15 Lubień. Ugościła nas bardzo miła starsza pani. Ugotowała nam trzy wielkie garnki zupy pomidorowej, kapuśniaku i krupniku. Mamy za sobą ciasny odcinek przez las.
17.07 Huta. Odpoczynek w szczerym polu. Trwa konferencja o wspólnocie, trochę się przedłuża i ciężko się słucha. Ciężko jest się skoncentrować pod koniec dnia.
19.28 Dotarliśmy wcześnie do miejsca noclegu – Woli Przerębskiej. Rozbiliśmy namioty w szczerym polu po skoszonym zbożu. Gospodarze użyczyli nam ciepłej wody, niektórzy jednak woleli zimny prysznic pod szlaufem. Niedaleko naszej przyczepy znajduje się staw z zieloną wodą, podejrzewam, że ryby tam nie pływają.

Do góry

12 sierpnia 2008 r., dzień VIII, wtorek;

6.15 Msza św. polowa, celebrowana przez Słowaka – ks. bp. Franciszka Rapka, który dołącza się do pielgrzymki. Trawa sięga pasa, bez przerwy słychać denerwujący głos ustawiającego grupy. Denerwujące jest bezcelowe wstawanie niektórych ludzi, którzy ciągle poprawiają miejsce na którym siedzą.
Wczoraj przed Apelem odbył się pierwszy w Szarej Festiwal Twórczości Pielgrzymkowej. Kilka grup przedstawiło swój skecz, trochę śpiewania, trochę mówienia. Największym powodzeniem cieszyły się znaki porządkowych „SIKOR᾿. Często zamiast typowego bicia brawo, harcerze stosowali pewne sentencje oceniające dany skecz. Nigdy wcześniej czegoś podobnego nie widziałem. Czy wszystkie grupy znają te same odezwy. Wyglądało na to, że tak.
14.30 Odpoczynek w Brzezinkach, jest bardzo gorąco. Przed momentem mieliśmy okazję wysłuchać wykładu o inżynierii genetycznej z elementami bioetyki.
Siostra Bebe ma problemy ze znalezieniem chętnych do przygotowania kolacji. Podziwiam jej poświęcenie w tym co robi. Szkoda, że jest tak mało chętnych, gotowych do bezinteresownej pomocy w przygotowaniu posiłków.

Do góry

13 sierpnia 2008 r., dzień IX, środa;

8.30 Powoli zbliża się koniec naszej wędrówki. Jesteśmy teraz w Garnku, zaczyna padać. Podobno tutaj to tradycja. Na Eucharystii kto chce może dołączyć się do Krucjaty Trzeźwości, Duchowej Adopcji oraz poświęcić szkaplerz.
11.30 Założę się, że zdjęcia z Garnka będą ciekawe, zwłaszcza podczas kazania na Mszy �. Ks. Bogdan Bartołd otrzymał od żołnierzy jakiś rodzaj broni ciężkiego kalibru, ale nie jest to bynajmniej różaniec.
Jutro o tej porze będziemy już na Jasnej Górze. Trzeba przyznać, że jestem już dosyć zmęczony, jednak bliskość celu daje motywacji na dalszą drogę.
Wczoraj wieczorem jedna z sióstr przecięła sobie palec na szkle. Na szczęście siostra Bober – nasz anioł /boss medyka/, poradziła sobie z tym bez trudu.
W kościele parafialnym w Garnku spodobała mi się Droga Krzyżowa w formie mozaiki zrobionej z bardzo drobnych kawałków. Dopracowana w najdrobniejszych szczegółach.
16.15 Dzięki Bogu rozpogodziło się, jest niewiele konferencji i można poświecić więcej czasu na rozmowy z innymi. Zresztą czasu coraz mniej, a do Częstochowy coraz bliżej.
Prawdopodobnie nie będę miał potem czasu na napisanie tego dlatego w moim dzienniku chce umieścić te osoby, które wyznaczyły się w Szarej oddaniem w pełnionej funkcji. Zacznę od muzycznych:

  • Aleksandra Jaromin
  • Maciej Banasiuk /gitara/
  • Paweł Bucki /gitara/
  • Lech Pastwa /gitara/
  • Ula Swianiewicz
  • Zosia i Zuzia Proszowskie
  • Kasia Słuszniak
  • Paweł Jurkowski
  • Mateusz Banasiuk
  • Bogusia Koprowska
  • Marta Stawujak
  • Magda Jaromin
  • Klemens Proszowski

Nasz kochany medyk składa się:

  • Karolina Boborowka /Bober/
  • Wioletta Lewandowska
  • Magdalena Grzybowska
  • Krystian Mółka SJ
  • Mateusz Roczwardowski
  • Magdalena Lipińska
  • Marta Mańkowska
  • Maria Jęda
  • Karolina Pietruk
  • Grzegorz Majcherczyk
  • Robert Krupka
  • Paulina Kąkol
  • Alicja Mazurek
  • Katarzyna Słuszniak

Do BIURA należeli:

  • Asia Kacprzycka
  • Klaudia Stelmaszak
  • Marysia Jęda
  • Marta Kalisz
  • Magda Sielużycka
  • Marzena Sielużycka;

Kwatermistrzyni: Krystyna Kądziela
Vicekwatermistrzyni: Alicja Bełdowska i Marta / której nazwisko nie pamiętam, za co z góry przepraszam/;

Bracia od stodół:

  • Michał Narzelski
  • Antoni Mirosław / nie wiem czy to dwie osoby czy imię i nazwisko/

Nie wolno mi zapomnieć jeszcze o porządkowych bez których nie czulibyśmy się tak bezpiecznie �

  • Krzysztof Sikorski /Sikor/
  • Karol Krupka
  • Grzegorz Lewiński /Lewin/
  • Paweł Brandys
  • Szymon Matejczyk
  • Michał Nowogórski /Zmulant/
  • yukasz Krzysztofik /Kudłaty/
  • Tomek Wojtaś
  • Antek Jabłoński
  • Konrad Gomulski;

Do góry

14 sierpnia 2008 r., dzień X, czwartek;

6.00 Ostatni nasz odpoczynek na 28 WAPM, w okolicy Mirowa. W tym momencie odbywa się sesja zdjęciowa, Patric koniecznie chce mieć zdjęcie ze wszystkimi poznanymi osobami. Na tym odcinku ciekawym przeżyciem było wydarzenie na tzw. „Przeprośnej Górce᾿. Każdy kto dusił w sobie jakąś urazę do kogokolwiek miał okazję pogodzić się z nim w tym miejscu. Nawet jeśli ktoś nie czuł do nikogo urazy to ją szybko znajdywał, aby móc się z lubianą osobą „pogodzić᾿.
16.00 To już koniec 28 WAPM. Zakończyła się Mszą św. pod wałami. Celebrował abp. Józef Życiński. Większość z Szarej już porozjeżdżała się do domów. Została tylko garstka, która rozbiła namioty w ogrodzie domu rekolekcyjnego oo. jezuitów.
Ogarnęła mnie jakaś dziwna melancholia. Wiem, że to już koniec i jutro powracam do SZAREJ codzienności. Zadaje sobie pytanie, czy ta pielgrzymka coś mi dała? Czy intencja, z którą szedłem Bóg wysłucha? A jeśli nie? Co mi pozostanie? Nie było lekko, momentami gubiłem sens tej pielgrzymki. Doszedłem do celu i czuje lekki żal… czym jest wywołany? Chyba wiem… rozstaniem. Największym skarbem SZAREJ byli… są ludzie. Poznałem wiele wspaniałych osób. Ten żal spowodowany jest rozstaniem z nimi. Większość z osób obiecuje rychłe spotkanie. Ja nie mogę tego zapewnić, wiem, że nie będę na spotkaniu w październiku, wiem, że nie będę w przyszłym roku. Z tego powodu żal jest silniejszy, ale dzięki temu zaczynam rozumieć co znaczy rezygnacja z siebie na rzecz oddania się Bogu w zakonie. Chyba największym zagrożeniem dla nas, uczestników SZAREJ jest krótka pamięć. Być może szybko zapomnimy o pielgrzymce, po jakimś czasie zapomnimy o osobach, których spotkaliśmy w drodze. Dlatego warto zachować jakąś cząstkę perły… perły, która tak bardzo nas jednoczyła, perła, w której razem zmagaliśmy się w drodze. Ta perła to… SZARA.

Dzienniczek prowadził
Eryk Gumulak

Do góry

Serwis szara.jezuici.pl korzysta z plików cookie. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce. Poznaj szczegóły polityki cookies. Zamknij